Nowe rozumienie autentyczności - o Muzeum Historii Żydów Polskich z Barbarą Kirshenblatt-Gimblett rozmawia

Chciałbym, aby przedstawiła Pani główne założenia Muzeum Historii Żydów Polskich oraz powody jego budowy w Warszawie.
Celem powstania Muzeum w Warszawie jest przedstawienie tysiącletniej historii Żydów tam, gdzie miała miejsce. Bez wątpienia, Zagłada oraz spowodowana przez nią pustka rzuciły cień na tę historię. Poprzez prezentację cywilizacji stworzonej przez Żydów tam, gdzie powstała, Muzeum Historii Żydów Polskich pokaże ogrom straty. Polska to główne miejsce przeprowadzenia Zagłady. To tutaj Niemcy zbudowali wszystkie obozy śmierci. Także tutaj zginęła większość europejskich Żydów. Muzeum - budowane na terenie byłego getta warszawskiego naprzeciw Pomnika Bohaterów Getta - odda hołd tym, którzy zginęli, przypominając, jak wyglądało ich życie.

Historia polskich Żydów jest integralną częścią historii Polski, ważnym przekazem dla dzieci dorastających teraz w Polsce. Większość z nich nigdy nie spotkała żadnego Żyda, lecz mieszkają tam, gdzie niegdyś tętniło żydowskie życie. Przeżywają teraz wyjątkowy okres w historii swojego kraju, który nigdy dotąd nie był tak jednorodny. Bez historii polskich Żydów, bogatej cywilizacji przez nich stworzonej oraz spektrum relacji polsko-żydowskich nie mogą zrozumieć historycznego zróżnicowania Polski.

Muzeum stanie się również ważne dla niewielkiej, lecz pełnej życia wspólnoty żydowskiej w Polsce, której historia nie zostanie pominięta i która wnosi istotny wkład w powstanie naszej instytucji. Mam nadzieję, że Żydzi z innych krajów, których wizyty koncentrują się prawie wyłącznie na Zagładzie i antysemityzmie, będą rozpoczynać swój program od Muzeum, poszerzając perspektywę historyczną i zainteresują się cywilizacją stworzoną tu przez Żydów jak też i współczesną Polską.

Muzeum, pierwsze tego typu przedsięwzięcie państwowo-prywatne w Polsce, powstające przy współpracy Żydowskiego Instytutu Historycznego, Rządu RP i miasta stołecznego Warszawy będzie wypełniać swą misję edukacyjną nie tylko poprzez innowacyjną wystawę główną, lecz także poprzez programy edukacyjne i publiczne oraz wyposażenie: otwarte archiwum, mediatekę, salę wykładową, dwie sale kinowe, pomieszczenia na konferencje i warsztaty, a także galerie wystaw tymczasowych i objazdowych. Stanie się ważnym, nowym centrum kulturalnym w krajobrazie Warszawy, istotnym miejscem spotkań poświęconych badaniu bogatego dziedzictwa i złożonej historii polskich Żydów. Bedzie też otwartym forum dyskusji nad trudnymi problemami oraz okazją do budowania wzajemnego szacunku.


W jaki sposób stała ekspozycja przyczyni się do osiągnięcia tych celów?
Muzeum tworzy multimedialną wystawę narracyjną o tysiącu lat historii Żydów na ziemiach polskich. Tak długa perspektywa historyczna jest ważna dla idei otwartej przeszłości żywo popieranej przez Muzeum. Chce ono stworzyć coś, co nazywam "strefą zaufania", gdzie odwiedzający będą mogli zaufać instytucji dokładnie i uczciwie przedstawiającej trudne tematy. Skłoni ich to do poszukiwania wiedzy i rozpoczęcia dyskusji. Współczesnym debatom brakowało szerszego i głębszego kontekstu historycznego, który zostanie zapewniony przez Muzeum.

Stała wystawa przygotowywana jest przez zespół powołany do życia przez dyrektora Jerzego Halbersztadta. Zespół składa się z cenionych naukowców z Polski, Izraela i Stanów Zjednoczonych, światowej klasy firmy projektowej Event Communications oraz zawodowych kuratorów, archiwistów, badaczy z Polski i z zagranicy. Mimo że historyczna zawartość ekspozycji będzie spełniać najwyższe kryteria, nie jest ona ani szkołą, ani archiwum, ani biblioteką, nie polega również na wystawianiu przedmiotów w gablotach. Stała wystawa będzie zupełnie innym doświadczeniem. Myślę o niej jako o teatrze historii, historii w pierwszej osobie, opowiadanej poprzez źródła zamiast opowieści poddanej syntezie i przekazywanej przez anonimowego historyka. Szczegółowo przyjrzymy się Statutowi Kaliskiemu - przywilejowi nadającemu autonomię wspólnotom żydowskim, odniesiemy się do responsów rabinicznych oraz ksiąg zapisujących życie wspólnot żydowskich, testamentów oraz inwentarzy, listów, opisów podróży, pamiętników i autobiografii, literatury i prasy, sztuki i muzyki, teatru i filmu. Korzystając w strategiczny sposób z multimediów, możemy układać treści wielowarstwowo, co zachęci odwiedzających do odkrywania źródeł, a nie tylko do patrzenia na nie, przeczytania opisu czy wysłuchania nagranego przewodnika. To nastawienie zmienia typ doświadczenia zwiedzających na bardziej elastyczny i ukierunkowany na odkrywanie. Zainteresowani tematem będą mogli go zgłębić, podczas gdy inni i tak odczytają główny przekaz.



Czy przedstawicie jakąś nadrzędną narrację tzn. wskażecie kierunek, w którym zmierzała lub zmierza ta historia, czy będzie to raczej kilka historii splecionych niczym wzór w dywanie?
Muzeum współpracuje z międzynarodowym zespołem wspaniałych historyków wyczulonych na problemy historiograficzne, którzy zapewniają krytyczne spojrzenie na prezentowaną historię. Po pierwsze, unikamy teleologii, pomysłu, że historia zmierza ku jakiemuś nieuniknionemu celowi. Nie chcemy, aby widzowie zbyt łatwo przechodzili od chronologii do celowości, historyczne wyjaśnianie jest z pewnością bardziej skomplikowane. Mając na uwadze pułapki teleologii, unikamy rzutowania w przyszłość. Zamiast tego staramy się utrzymać widza wewnątrz danego okresu i zachęcić go do spojrzenia oczami ludzi wtedy żyjących, uświadamiając mu jednocześnie szersze trendy, zjawiska i procesy makrohistoryczne, jednakże bez rzutowania w przyszłość. Śledząc losy jednostek oraz historie wspólnot, zwiedzający odkryją wiele wybieranych ścieżek oraz zakres wiedzy i sposób myślenia ludzi z epoki. Goście zobaczą i poczują, jak naprawdę się wtedy żyło.

Po drugie, nadrzędna narracja kłóci się z naszym zaangażowaniem w prezentację otwartej historii. Z tego właśnie powodu Holocaust nie rozpoczyna ani nie kończy historii polskich Żydów. Okres powojenny jest bardzo ważny w naszej historii. W istocie Muzeum samo jest częścią powojennej historii i stanie się częścią narracji. Okres powojenny również nie będzie wyznaczał kresu naszej narracji. Nie chcemy zamknąć księgi w 2011 roku tuż przed otwarciem Muzeum. Chcemy, aby ta historia pozostała otwarta, wykraczała poza granice Polski do tych miejsc, gdzie osiedlili się polscy Żydzi i zmierzała ku przyszłości.

Po trzecie, kierujemy się zasadą wielogłosowości, odcinając się od pojedynczego głosu opowiadającego jedną historię. Pragniemy oddać głos źródłom. Staramy się uniknąć syntetycznego, trzecioosobowego głosu historii jako przewodnika. Wolimy wielość pierwszoosobowych relacji z okresu, nie zapominając o zakomunikowaniu doświadczenia zbiorowego oraz procesów makrohistorycznych.

Po czwarte, pragniemy uniknąć narracji apologetycznej: nie będziemy tworzyć "galerii zasłużonych" czy opierać się o "wkład" Żydów w rozwój polskiego społeczeństwa oraz świata. Oczywiście będziemy przedstawiać niezwykłych ludzi i wspaniałe osiągnięcia, ale głównie po to, aby oświetlić prezentowaną historię. To poważne muzeum historyczne, a poważna historia nie służy laudacjom. Pomimo powagi tej historii postaramy się ją przekazać w żywy sposób i włączyć gości w znaczący dialog oraz w przemyślaną dyskusję.

Jeśli miałaby Pani porównać Muzeum w budowie do trzech innych muzeów: Muzeum Żydowskiego w Nowym Jorku, Muzeum Żydowskiego Dziedzictwa w Nowym Jorku oraz Muzeum Żydowskiego w Berlinie...
Dziękuję za to pytanie! Pracuję jako kurator dla Muzeum Żydowskiego w Nowym Jorku od lat 1970-tych. "Obraz przed moimi oczami: fotograficzna historia żydowskiego życia w Polsce 1864-1939" był pierwszą wystawą, którą dla nich przygotowałam (razem z Lucjanem Dobroszyckim), potem była "Tkanina żydowskiego życia" przedstawiająca ich zbiory tkanin. Pracuję teraz nad wystawą, która rozpocznie się w maju 2009: "Nazywali mnie Mayer Lipiec: malarskie wspomnienia żydowskiego dzieciństwa w Polsce przed Zagładą". Znam więc ich bardzo dobrze.

Muzeum Żydowskie to klasyczna forma muzeum żydowskiego. Rozpoczęli ponad sto lat temu od kolekcji judaików, by stać się później muzeum sztuki żydowskiej adresowanym do szerokiej publiczności. Związane z Jewish Theological Seminary, Muzeum Żydowskie było w przeszłości wybitnie żydowskim muzeum, gdyż zostało stworzone przez Żydów, głównie, choć nie wyłącznie, dla Żydów oraz skupiało się na doświadczeniu żydowskości.

W latach 1960-tych Muzeum odważnie wystawiało dzieła sztuki nowoczesnej i współczesnej, wtedy też zostało zasiane ziarno tego, czym obecnie jest ta instytucja, czyli muzeum sztuki żydowskiej. Odwołują się do innych ważnych instytucji sztuki na "mili muzeów" tj. fragmencie Piątej Alei, gdzie znajdują się Metropolitan Museum of Art oraz Muzeum Guggenheima. One wszystkie różnią się od Muzeum Żydowskiego Dziedzictwa, Żywego Pomnika Holocaustu, które jest muzeum historycznym. Mimo to Muzeum Żydowskie organizuje wystawy historyczne, wystarczy wspomnieć te poświęcone Kafce, Dreyfusowi, Sarah Bernhardt czy Żydom dworskim. Ich wyróżnikiem jest wykorzystanie sztuki w służbie historii i historii w służbie sztuki.

Praktycznie wszystkie muzea żydowskie w Stanach Zjednoczonych chcą dotrzeć do szerszej publiczności, żadne nie chce być sekciarskie lub ograniczać się w swojej misji i przesłaniu. Muzeum Żydowskiemu udało się przyciągnąć bardzo zróżnicowaną publiczność.

Muzeum Żydowskiego Dziedzictwa...
Sednem Muzeum Żydowskiego Dziedzictwa jest Holocaust. Wszystko inne zbudowane jest wokół tego pulsującego centrum. Wspaniale przygotowana część ich stałej ekspozycji poświęcona Zagładzie usytuowana jest pomiędzy tym, co stało się wcześniej, a tym, co nadeszło potem. Na pierwszym piętrze jest mowa o czterech pierwszych dekadach XX wieku, a na trzecim piętrze przedstawiono powojenne wydarzenia w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, pomijając, co warto zaznaczyć, Europę.

Muzeum Żydowskie w Berlinie...
To muzeum mieści się w najbardziej widowiskowym budynku. Dla mnie jest on prawdziwym fenomenem. Zdaję sobie sprawę, że to kontrowersyjny obiekt, który znacząco utrudnia rozplanowanie ekspozycji, lecz sam w sobie jest wartością, zapewniając odrębne doświadczenie. W odróżnieniu od Muzeum w Berlinie plany naszego Muzeum, które również będzie przekazem poprzez architekturę, powstały już po rozpoczęciu prac nad programem. Wyszliśmy od opracowania koncepcji wystawy stałej, a dopiero potem rozpisaliśmy międzynarodowy konkurs. Nasz architekt Rainer Mahlamäki otrzymał właśnie Międzynarodową Nagrodę Architektoniczną za projekt Muzeum od międzynarodowego jury Muzeum Architektury i Wzornictwa w Chicago we współpracy z Europejskim Centrum Architektonicznej Sztuki Wzornictwa i Studiów Miejskich. Muzeum w Berlinie wyróżnia fakt, że opowiada historię niemieckich Żydów oraz kontekst, w jakim działają oraz ich podejście.



I Wasze Muzeum...
Po pierwsze, Muzeum opowiada historię o wspólnocie żydowskiej, która była niegdyś nie tylko najliczniejsza na świecie, lecz stanowiła również centrum żydowskiego świata. Jeśli przyjmiemy maksymalistyczny punkt widzenia, większość Żydów na świecie może doszukać się swoich korzeni na terytoriach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, co obejmuje obecną Polskę, Ukrainę, Litwę, Białoruś, Łotwę oraz część Rosji, Estonii, Słowacji, Rumunii i Mołdawii. Nie można tego powiedzieć o żadnym innym muzeum żydowskim w żadnym kraju, czy będą to Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Hiszpania czy Włochy. Fakt, że tak wielu odwiedzających będzie się mogło odnaleźć w naszej historii, zmieni sposób, w jaki publiczność odniesie się do przedstawianej historii. Zwiedzający z Polski - a będą stanowić ponad połowę ogółu gości - odkryją znaczenie obecności Żydów oraz nierozerwalność historii Żydów i historii Polski, włączając w to historię ich miast i miasteczek.

Po drugie, nie rozpoczynamy od zbioru obiektów. Trzy inne muzea albo miały własną kolekcję albo ją stworzyły, a obiekty pełnią kluczową rolę w opowiadanych przez nie historiach. Darzę uczuciem muzea oparte na obiektach, nie ma co do tego wątpliwości, lecz z kilku powodów Muzeum Historii Żydów Polskich nie będzie się głównie opierało na oryginalnych obiektach. Nie posiadamy takich zbiorów, które mogłyby posłużyć do wsparcia historii, którą będziemy opowiadać i to w sposób, w jaki chcemy to zrobić. Nawet gdybyśmy mieli olbrzymią kolekcję, nie ograniczylibyśmy się do oryginalnych przedmiotów. Będziemy stosować wszelkie możliwe środki i metody - włączając w to oryginalne obiekty - aby przekazać historię, a także aby dać szerokie możliwości odkrywania.

Słowo "odkrywanie" jest tutaj szczególnie ważne, gdyż Muzeum nastawia się na znacznie bardziej aktywnego odwiedzającego. Nie chodzi o to, aby przejść przez tę historię i ją obejrzeć, mimo że nie zabraknie oglądania, lecz raczej o to, aby Muzeum otworzyło tę historię poprzez różne media. Będziemy oddziaływać w czterech wymiarach, tym czwartym jest czas. W zasadzie mamy też piąty wymiar: media. Przy użyciu interaktywnych mediów możemy pogłębić treści, aby zapewnić zainteresowanym gościom dodatkowy czas na zgłębienie tematu. Chcielibyśmy, aby odwiedzający mógł spedzić cały dzień w jednej galerii lub całą wizytę na jednej wystawie i nie zdołał wyczerpać dostępnego materiału. Różnimy się też pod względem strategii narracyjnych i podejścia do interpretacji.


Niektóre z wymienionych strategii uwodzenia przywołują na myśl Imperial War Museum i ich "Doświadczenie okopów" czy "Naloty lotnicze na Londyn"...
Muzeum nie robi nic takiego. Zdecydowanie nie. Naszym źródłem inspiracji jest raczej sztuka współczesna i performance niż popularna rozrywka. Te doświadczenia okopów przypominają bardziej przejażdżki na symulatorach ruchu lub atrakcje podczas zwiedzania planu w studiach filmowych Universal. Bliżej im do efektów specjalnych w kinie niż do tego, co chcielibyśmy osiągnąć. Nie interesuje nas dosłowne odtwarzanie niczego, czy miałoby to być pomieszczenie z okresu czy doświadczenie wojny. Chcemy projektować przestrzeń wywołującą skojarzenia, które wytwarzają odpowiedni nastrój, aby gość chciał zgłębić temat i się nad nim zastanowić. Pragniemy dekonstruować otoczenie, aby ujawnić coś istotnego, czego nie udałoby się zrobić w przypadku dosłownego odtworzenia. Chcielibyśmy, żeby Muzeum było bardzo współczesne, a jednocześnie, żeby przyciągało gości, którzy nigdy nie wybraliby się do muzeum sztuki współczesnej czy performance. Pozostaliby jednak otwarci na zaskoczenie, wyzwanie oraz krytyczną refleksję, które utożsamiamy ze współczesnymi muzeami sztuki. To jedno ze źródeł naszej inspiracji.


Ale czy nie obawiacie się, że dla wielu, szczególnie w Polsce, będzie to cyfrowe simulacrum?
Zdecydowanie nie. W każdym razie nie bardziej niż instalacje Billa Violi, Christiana Boltanskiego, Janet Cardiff, Nam June Paik, Anne Hamilton oraz polskich artystów sztuki wideo i multimediów. Czy nazwałby Pan wspaniałą instalację wideo Zofii Lipeckiej "Po Jedwabnem" w Zachęcie "cyfrową symulacją"? Pomysł, że muzeum, które nie opiera się na "prawdziwych" obiektach staje się niejako "wirtualnym" muzeum jest nieporozumieniem. W przeszłości muzea narodziły się jako instytucje służące zachowaniu materialnych dowodów przeszłości i chroniące skarby. Obecnie są instytucjami użyteczności publicznej, które spełniają funkcję edukacyjną poprzez wystawy i programy oparte na zróżnicowanych źródłach, metodach wystawienniczych oraz mediach. Kluczowymi sprawami są dla nas spójność historyczna oraz to, czym jest "autentyczny" obiekt. Z drugiej strony, "cyfrowe simulacrum" jest przykładem błędu materialności.

Po pierwsze, historyczna spójność. Niektóre z najlepszych muzeów poruszających podobny temat np. Museum Holocaustu w Waszyngtonie czy Yad Vashem w Jerozolimie - posługują się odbitkami, kopiami, odlewami i modelami. Oryginalny dokument albo już nie istnieje, albo jest zbyt delikatny, aby mógł zostać wystawiony. Czasami nie można go zabrać z miejsca, gdzie się znajduje lub zrozumienie całości procesu możliwe jest jedynie poprzez model w skali lub rekonstrukcję. "Autentyczność" obiektu wystawienniczego leży w jego historycznej spójności - podobnie jak w przypadku notarialnej kopii dokumentu w sądzie - a nie w dosłownej materialności obiektu, a także w przejrzystości w zapośredniczonym wykorzystaniu oryginalnych materiałów. Mając to na uwadze, często zaskakuje mnie sposób wystawiania odbitek tak jakby były oryginałami - pokazywane są w gablotach opatrzonych podpisami jakby były oryginalnym dokumentem. Nie są również konsekwentnie oznaczane jako odbitki. Innymi słowy, praktyki wystawiennicze kojarzone z umieszczeniem oryginalnych dokumentów pogłębiają iluzję, że w istocie oglądamy oryginał, a także zachęcają widza do reakcji, jakby miał do czynienia z oryginałem. Zapośredniczenie nie zostało uwidocznione. Nie chcemy tego robić. Mamy zupełnie inny zamiar.

Podstawą działalności Muzeum jest kuratorska zasada odpowiedzialności wobec natury źródła jako historycznego artefaktu tj. przejrzyste zapośredniczenie. Chcemy, aby goście zetknęli się z autentycznymi źródłami zamiast z przygotowanym streszczeniem informacji podanej w formie trzecioosobowej syntezy historycznej. Przy użyciu mediów interaktywnych możemy przybliżyć naszym gościom znacznie większy zakres źródeł niż byłoby to kiedykolwiek możliwe w przypadku oryginalnych obiektów, nawet w muzeach o bogatych zbiorach. Chcemy wyczulić zwiedzających na naturę źródła jako źródła, nie przysłaniając historii jego powstania, i traktować tę historię jako część głównej narracji. Czy tą historią w tle będą Julia Pirotte i zdjęcia, które zrobiła po pogromie w Kielcach, czy Julien Bryan i jego fotografie oblężenia Warszawy w 1939 roku czy też Natan Rapoport twórca Pomnika Powstania w Getcie Warszawskim, chcemy, aby goście zrozumieli, że wszystkie źródła mają autorów. Autorzy mają się stać częścią opowiadanej przez nas historii, bez ograniczania ich roli do technicznej wzmianki w podpisie.

Ten sposób prezentowania historii tworzy warstwy w prezentowanym materiale i pozwala nam wydobyć różne plany czasowe obiektu lub dokumentu. Weźmy na przykład drzwi do katedry gnieźnieńskiej: sto lat minęło od historii świętego Adalberta (oraz relacji Żydów z kościołem i monarchą) opowiadanej na drzwiach do czasu ich wykonania, a obie historie (oraz związki między nimi) mają znaczenie dla narracji historycznej, którą chcemy przekazać. To nie jest kwestia dłuższego podpisu, zamiast tego otwieramy źródło i korzystamy z mediów, aby nadać informacji strukturę warstwową oraz umożliwić dotarcie do źródła na różne sposoby przy naszym wsparciu. W ten sposób możemy nadać głębię, tworząc sieć połączeń związanych ze sobą tematów i materiałów. Tym niemniej, oryginalne obiekty są ważne, będziemy z nich korzystać, ale w strategiczny sposób.

Po drugie, błąd materialności tzn. co bierzemy za "oryginalny", "autentyczny" lub "właściwy" obiekt. Spójrzmy na przykład na XVIII-wieczną drewnianą synagogę z Gwoźdźca, która znajdzie się w galerii poświęconej temu okresowi. Planujemy zrekonstruować drewnianą konstrukcję dachu oraz polichromię na suficie tej budzącej zachwyt synagogi. Moglibyśmy pójść do teatralnego scenografa, dać mu wymiary i kilka fotografii oraz poprosić o wykonanie dekoracji. Rezultat przypominałby w dużej mierze oryginał, lecz nadal byłby teatralnym rekwizytem. Nie o to nam chodzi. Refleksja nad naszym celem wskazuje na sedno różnicy pomiędzy autentycznym a wirtualnym. Chcemy podjąć współpracę z warsztatem w Massachusetts, który kieruje się zasadą "ucz się, budując". Te piękne drewniane synagogi z XVIII-wieku już nie istnieją, Niemcy spalili te, które zachowały się do 1939 roku. Możemy jednak odzyskać wiedzę, jak je budować poprzez proces budowy. To, co autentyczne w tym artefakcie, to nie oryginalne osiemnastowieczne drewno, nie oryginalne wnętrze pokryte polichromią, lecz wiedza, którą posiądziemy podczas budowy. To zupełnie inna idea obiektu. To podejście wiąże się z całkowicie inną tradycją pojmowania, czym jest obiekt.

Najlepszym przykładem, jaki przychodzi mi do głowy, jest świątynia Jingu w Ise w Japonii. Ta świątynia ma 800 lat, a jednocześnie nie jest nigdy starsza niż 20 lat, ponieważ przez 800 lat co 20 lat była rozbierana, aby zbudować ją od nowa. Jedynym sposobem zachowania żywej wiedzy, jak ją zbudować, jest jej budowa. Aby budowa stała się konieczna, rozbierają ją co 20 lat, aby potem ją odbudować. Wartością jest podtrzymanie wiedzy, jak ją zbudować, a nie zachowanie oryginalnych materiałów. W wyniku otrzymujemy świątynię Jingu, a nie jej replikę lub symulację. To zupełnie inna droga oceny, co jest "autentyczne" w takim obiekcie.


Porozmawiajmy teraz o sztuce: jaką rolę będzie pełnić sztuka w Muzeum i mam tu na myśli konkretne dzieła sztuki?
Sztuka pełni istotną rolę w Muzeum na wiele sposobów. Niektóre z najcenniejszych obiektów są dziełami sztuki: średniowieczne iluminowane manuskrypty, drzwi gnieźnieńskie, drewniana synagoga czy obrazy. Mogą się stać centralnym punktem ekspozycji lub możemy zaczerpnąć z nich inspirację przy tworzeniu otoczenia. Na przykład, inspiracją wystawy o rozbiorach Polski jest francuska rycina "Królewski tort" przedstawiająca trzy głowy państw rozrywające mapę Polski, a każde z nich zabiera fragment dla siebie. Chociaż nie wiadomo jeszcze czy pokażemy oryginał - ze względów konserwatorskich papier nie może przez dłuższy czas być wystawiany - pojawi się sam obraz i widzowie będą mogli się przekonać, w jaki sposób posłużył do stworzenia otoczenia. Przekonają się też, co stało się z Żydami, gdy stali się częścią Imperium Rosyjskiego, Pruskiego czy Austriackiego Habsburgów.

Historia sztuki i artystów jest również bardzo ważna dla historii przedstawianej przez Muzeum, poczynając od XIX-wieku i artystów takich jak Maurycy Gottlieb, który jest przykładem roli pełnionej przez sztukę w żydowskich spotkaniach z nowoczesnością. Niektóre dzieła sztuki są szczególnie pomocne w przekazywaniu wydarzeń historycznych z perspektywy okresu, wystarczy wspomnieć obraz Aleksandra Lessera "Pogrzeb pięciu ofiar demonstracji w Warszawie w 1861 roku". Chcielibyśmy pokazać oryginalny obraz i być może tak się stanie, ale to samo w sobie nie wystarczy, gdyż ten obraz niesie ze sobą wspaniałą historię. Nie chcielibyśmy, żeby widzowie ujrzeli obraz, powiedzieli "jaki świetny obraz!", przeczytali podpis i uznali sprawę za zamkniętą. Wolelibyśmy raczej użyć jego estetycznej i emocjonalnej siły, aby wciągnąć widzów w historię, którą przedstawia i której jest częścią - tutaj jest pole do popisu dla mediów interaktywnych, które pełnią rolę uzupełnienia. Mówiąc krótko, kiedy będziemy mogli pokazać oryginał i wzmocni on naszą historię, zrobimy to, pamiętając jednak o tym, że oryginalne obrazy, tkaniny oraz papier niosą ze sobą problemy konserwatorskie i nie mogą być wystawiane przez lata.

Kiedy goście wyjdą już z galerii przedstawiającej lata powojenne, znajdą się w przestrzeni, gdzie narracja otworzy się na polskich Żydów rozproszonych po świecie oraz miejsca, gdzie się znaleźli. Chcemy, aby ta ekspozycja była jak najbardziej współczesna. Chcemy stworzyć przestrzeń współudziału a także współpracy ze współczesnymi artystami, którzy odwołują się do szerokiej publiczności, tworząc dzieła nazywane sztuką konwersacyjną, społecznym softwarem, czy mediami lokatywnymi. Naszym celem jest zaangażowanie dużej publiczności nie tylko wewnątrz muzeum, ale także daleko poza jego murami. Chcemy włączyć ich głosy.

Jak Muzeum zostanie zintegrowane z tkanką miasta? Czy istnieje program dotarcia do okolicznych mieszkańców?
Muzeum zaangażowało się, jeszcze przed swoim otwarciem, w program docierania do różnych grup, nie tylko na miejscu, w okolicy czy bardziej ogólnie w Warszawie, lecz również w całym kraju i poza jego granicami. Po pierwsze, "Mój Muranów" to projekt, który włącza obecnych lub byłych mieszkańców, zarówno dzieci jak i dorosłych. Lokalizacja Muzeum to w końcu nie tylko teren byłego getta, lecz również byłej dzielnicy żydowskiej. Aczkolwiek nasza misja wykracza poza Warszawę, jesteśmy również muzeum związanym ze swoim adresem, które dosłownie stanie na gruzach tego, co zostało zniszczone. Wagi nabierają wspomnienia o tym, co się tu kiedyś znajdowało - przed wojną, w jej czasie i po jej zakończeniu - jak było to doświadczane przez byłych i obecnych mieszkańców okolicy. Tak wiele zostało zniszczone, a okolica przeszła takie zmiany, że pozostało niewiele materialnych śladów przeszłości. Pragniemy też, aby Muzeum było dobrym sąsiadem i nawiązało pozytywne relacje z mieszkańcami sąsiedztwa. Instytucja ma służyć najbliższej społeczności np. poprzez mediatekę skierowaną do młodzieży, która, jak oceniamy, będzie najbardziej intensywnie wykorzystywana przez naszych sąsiadów.

Po drugie, w Warszawie Muzeum stanie się istotnym centrum kulturalnym. Przed rozpoczęciem budowy jest obecne na miejscu, gdzie ma powstać, za sprawą Ohelu, czasowej instalacji artystycznej, centrum informacyjnego, miejsca spotkań oraz koncertów i innych wydarzeń. Ohel, nominowany do nagrody Wdechy 2007 w kategorii "Miejsce roku", został stworzony przez Agnieszkę Rudzińską - zastępcę dyrektora ds. komunikacji i public relations.

Razem z innymi centrami kultury w Warszawie stanie się częścią dzielnicy kultury oraz planu zwiedzania miasta. Mamy nadzieję, że odwiedzający pomyślą, żeby, zamiast lecieć przez Warszawę do Krakowa czy Auschwitz, zaplanować wizytę w Muzeum Historii Żydów Polskich oraz w Muzeum Powstania... To zjawisko zostało nazwane "efektem Bilbao" tzn. istotny projekt kulturalny może przyciągnąć turystów do miasta, które zwykle ominęliby. Łącznie te miejsca stworzą "masę krytyczną" obiektów, które koniecznie trzeba zobaczyć. Połączony efekt oraz ich współgranie przydadzą się im wszystkim.

Po trzecie, w skali kraju jeden z programów łączy naszą instytucję z tysiącami miejsc w Polsce, gdzie kiedyś mieszkali Żydzi i zachęca obecnych mieszkańców do poznawania żydowskiej historii. Muzeum wiąże te miejsca ze sobą a także z byłymi mieszkańcami tych miejscowości, którzy mieszkają teraz zagranicą. Zgromadzone materiały oraz dokumentacja będą dostępne w internecie.

W końcu, Muzeum chce sięgać również poza granice Polski, nie tylko przyciągając turystów, lecz także poprzez wykorzystanie technologii komunikacyjnych, aby poszerzyć swe oddziaływanie i dotrzeć do mieszkańców innych części świata. Mamy ambicje stania się miejscem spotkań zarówno twarzą w twarz jak i poprzez internet. Zapraszamy odwiedzających do wzbogacania naszej zawartości, dostarczania pamiątek i dokumentów. Chcemy, żeby w prezentowanej, szerszej historii odnaleźli historie swoich miasteczek, krewnych oraz własne.

Żydowscy goście spoza Polski są dla nas bardzo ważną grupą, mimo że nie będą, według naszych przewidywań, najliczniejsi. Muzeum ocenia, że ci goście będą stanowić około 20% zwiedzających. Nie można zapominać o ich zróżnicowaniu: Izraelczycy, ocalali z Zagłady i ich dzieci, Żydzi z Europy, młodzież z Izraela czy Stanów Zjednoczonych, Żydzi, których korzenie sięgają Polski i tacy, którzy wywodzą się skądinąd. Musimy ich zrozumieć i dotrzeć do ich wrażliwości. Przyjadą z wielu powodów: niektórzy w poszukiwaniu własnej genealogii odwiedzą archiwa a także miasta i miasteczka, z których pochodzą ich przodkowie. Większość zorganizowanych grup, a w szczególności młodzież, przyjeżdża z powodu Zagłady i jest to wyłączny powód. Muzeum może odegrać istotną rolę w zmianie ich planów podróży - chcielibyśmy, aby to od nas zaczynali zwiedzanie, poszerzając swoją wiedzę o znajomość tysiąca lat żydowskiej historii na tych ziemiach. Muzeum musi również zrozumieć innych odwiedzających: z Niemiec, Francji, Rosji, byłego Związku Radzieckiego, a także reszty Europy i świata.

Muzeum Historii Żydów Polskich

Jak Muzeum wpłynie na kształt relacji polsko-żydowskich i żydowsko-polskich? To pytanie zadają sobie chyba wszyscy.
Zdaję sobie sprawę z powszechnego zainteresowania tą kwestią, a Muzeum podchodzi do niej bardzo poważnie. W istocie, słyszymy od wszystkich o najgorszym scenariuszu. Polscy współpracownicy obawiają się, że uczciwe przedstawienie historii polskich Żydów pogłębi stereotyp Polski jako kraju antysemickiego, a żydowscy goście obawiają się zbyt różowego obrazu historii. Muzeum nie chce robić ani jednego ani drugiego. Chcemy raczej stworzyć "strefę zaufania", odpowiedzialne przedstawienie bogatej i skomplikowanej historii. Muzeum nie będzie unikać trudnych momentów, jednakże w odniesieniu do spektrum relacji polsko-żydowskich, ich najjaśniejszych i najciemniejszych chwil. Chcemy zachować równowagę bez utraty historycznej odpowiedzialności. Wierzymy, że stworzenie strefy zaufania pozwoli nam zapewnić bogaty i głęboki kontekst historyczny dla refleksji nad trudnymi pytaniami oraz dla dialogu pomiędzy różnymi grupami odwiedzających Muzeum Historii Żydów Polskich.

Barbara Kirshenblatt-Gimblett jest profesorem Performance Studies w Tisch School of the Arts na Uniwersytecie Nowojorskim. Jej publikacje obejmują: Destination Culture: Tourism, Museums, and Heritage, The Art of Being Jewish in Modern Times (z Jonathanem Karpem), Art from Start to Finish (z Howardem Beckerem i Robertem Faulknerem) oraz They Called Me Mayer July: Painted Memories of a Jewish Childhood in Poland Before the Holocaust (z Mayerem Kirshenblattem); ta książka otrzymała kilka nagród. Obecnie kieruje pracami zespołu ds. przygotowania stałej ekspozycji w Muzeum Historii Żydów Polskich.