Iluzje ponowoczesnego widza w Galerii Bielskiej

Karolina Breguła, z cyklu "Zwykła lewitacja", 2008, fot. Marta Raczek
Karolina Breguła, z cyklu "Zwykła lewitacja", 2008, fot. Marta Raczek

Koniec malarstwa wieszczono kilkanaście lat temu, a kilka lat temu te kasandryczne przepowiednie zaczęto gwałtownie odwoływać. Malarstwo nie tylko nie zniknęło, lecz odzyskało rangę. Wystawa Iluzja jako źródło cierpień - wybrana w konkursie ogłoszonym przez Bielską Galerię BWA - przenosi refleksję o malarstwie na kolejny poziom. Nie jest typową wystawą malarstwa, lecz namysłem nad jednym z najbardziej immanentnych aspektów sztuki w ogóle - iluzją, która w zwirtualizowanej i zmediatyzowanej rzeczywistości jest w stanie zadać nam ból znacznie przewyższający cierpienie, jakie tempera czy obraz olejny mogły kiedykolwiek wywołać. Żyjąc w ponowoczesnym świecie symulakrów prowadzimy nieustającą grę z innymi i sami ze sobą, grę toczoną przy pomocy obrazów, wymiaginowanych tworów, które zdewaluowały pojęcie "związek z rzeczywistością". Zakładając hełmy VR przenosimy się w nieistniejące światy, kino nas nudzi, bo pragniemy obrazów trójwymiarowych. Intensyfikujemy doznania pozorne, tracąc grunt pod nogami, a gdy wracamy do realu czujemy rosnące uzależnienie od wirtualnych światów. Nasz świat zapełniają kolejne awatary, loginy i hasła do rozmaitych pokładów naszej osobowości. Iluzji pragniemy ponad miarę, niczym Baumanowskiej ponowoczesności, która dając nieograniczoną wolność jednocześnie powoduje zagubienie i intuicyjne poszukukiwanie czegoś pewnego.

Aleksandra Buczkowska, "Wenus", 2006, wideo, fot. Marta Raczek
Aleksandra Buczkowska, "Wenus", 2006, wideo, fot. Marta Raczek

Zwolennik tradycyjnego malarstwa wchodząc na wystawę zaproponowaną przez Agnieszkę Żechowską w pierwszej chwili może się poczuć naprawdę nieswojo. Nim jeszcze przekroczy próg galerii napotyka wielki mural Twożywa, a już po chwili wprost na niego zdaje się "lecieć" jakiś przedziwny astronauta - postać umieszczona na huśtawce w wideo Karoliny Breguły. Mural to w końcu malarstwo i to głęboko zakorzenione w tradycji, ale co na malarskiej wystawie robi ten ekran? Zaraz za progiem trzy monitory z wideo Aleksandry Buczkowskiej: w wodzie, na której światło maluje przedziwne wzory tworzą się i - nim tak naprawdę zdołamy je dostrzec - znikają obrazy, wszystko wibruje i rozpływa się. Trybut dla Themersonów jest dobrą wizytówką idei wystawy. Splatają się w nim zarówno wątki przemieszania sztuk: wideo jest tu jak obraz w znaczeniu painting (a nie image) a obraz staje się płynny jak wideo. Jest i zatarcie granicy między tym, co rzeczywiste, które staje się abstrakcyjnym i abstrakcją, która przekształca się w realne, wreszcie alians tego, co najnowsze z tradycją artystyczną.

Alicja Łukasiak, "Planeta", 2008, wideo, fot. Marta Raczek
Alicja Łukasiak, "Planeta", 2008, wideo, fot. Marta Raczek

W pierwszej sali tradycyjnie nastawiony miłośnik sztuki czuje się jeszcze bardziej zagubiony. Mini monitory ustawione w równych rzędach, ciągi fotografii, a na koniec przedziwna maszyna, niczym znak przeszłości wydobyty z piwnicznego zakamarka. Oleju na płótnie brak. Czy nie jest jednak malarsko? Czy nie jest iluzyjnie? W mini scenkach z cyklu Zwyczajna lewitacja Karoliny Breguły zobrazowane zostało zderzenie człowieka z niemożnością. Odwieczny "sen o lataniu" jest ikoną równie głęboko zakorzenioną w kulturze - zwłaszcza tej europejskiej sięgającej greckich mitów - jak pogoń za stworzeniem iluzji doskonałej, opisana w - także greckich - opowieściach o rywalizacji Parrazjosa z Zeuksisem. Skrzydła Ikara okazały się równie iluzoryczne jak mamidła obrazowe. Iluzja to także gra pomiędzy tym, co uwidocznione a tym, co niewidoczne, a przez to niepostrzegane, ale także nieznane. Agata Bogacka w Złamanym okręgu tę iluzję dekonstruuje. Pokazuje nie tylko gotowe fotogramy będące wynikiem zabiegów artystycznych, lecz również sam proces, dzięki któremu stworzenie obrazu przypominającego serce okazało się możliwe. To jednocześnie przedstawienie i prezentacja drogi, która doprowadziła do jego stworzenia. Jednak czy przez to czyni ją mniej pociągającą, mniej atrakcyjną? W epoce, w której przedmiotem pożądania stało się odkrycie matrycy świata, ujawnianie matrycy artystycznej jest naturalną konsekwencją przesunięcia granic tajemnicy. Jednak mimo owej dekonstrukcji efekt fotogramów nadal zachwyca, a racjonalny umysł odnajduje w tej pracy dodatkową przyjemność płynącą ze świadomości.

Robert Kuśmirowski, "Wydruk", 2008, obiekt (drewno, pleksi, papier, pigment w proszku, klej, farby)
Robert Kuśmirowski, "Wydruk", 2008, obiekt (drewno, pleksi, papier, pigment w proszku, klej, farby)

Robert Kuśmirowski zamiast tradycyjnego obrazu proponuje maszynę, którą sprowadza do dwuwymiarowej formuły, umieszczając ją za szybą i oświetlając tak, by przekształcić ją w obraz, równie fałszywy, jak "oryginalny" wydruk umieszczony w ramce obok. Na wystawie trwa nieustająca gra z widzem, z jego percepcją, świadomością i czujnością, która jest jego jedyną bronią przed cierpieniem, jakie przynosi zdemaskowanie iluzji. Ludzki umysł porusza się w zamkniętym kręgu ambiwalencji, którego obwód kreśli z jednej strony nieustanne dążenie do poddania się zwodniczym siłom iluzji, z drugiej ciągła chęć zerwania zasłony Mai.

Zbigniew Rogalski, "O śmierci sąsiada", 2003, olej na płótnie; Robert Maciejuk, malarstwo na ceramice, 2008 oraz "Nothing Could
Zbigniew Rogalski, "O śmierci sąsiada", 2003, olej na płótnie; Robert Maciejuk, malarstwo na ceramice, 2008 oraz "Nothing Could

Przed wejściem do drugiej z sal czeka widza podróż do wnętrza ziemi, które jest jednocześnie odchłanią naszej biologiczności. Organizm ludzki wybucha wewnętrznymi gejzerami, ginie w niekończących się labiryntach tkanek, strzeże swych tajemnic przesłaniając je rzędami rzęsek. Wszystko to zarejestrowała rozedrgana kamera Alicji Łukasiak, odkrywająca w ludzkim organizmie najbardziej fascynującą z planet, lądy wymagające nieustannej eksploracji i wciąż potrafiące nas zadziwić. Tu iluzja nabiera nowych znaczeń, jak w teatrze. Coś staje się czymś innym, czym nie jest i nigdy nie było. Nabieramy się na tę nową planetę, a to staje się źródłem przyjemności świadomego poddania się oszustwu. Jak w cyrku zgadzamy się na gesty prestidigitatora, chcemy choćby przez chwilę wierzyć w jego sztuczki. Chcemy znów, jak w dzieciństwie odczuwać przyjemność płynącą z wiary w cuda. Do motywów dzieciństwa i kreowanych na jego potrzeby światów odsyła nas także malarstwo Roberta Maciejuka. Motywy z dobranocek, zwłaszcza osławiony Coralgol, zostają przez niego zamienione w ikony, umieszczone w owalach niczym drogocenne kamee. Jednocześnie jest to dialog artysty z tradycją pejzażu, będącego od zawsze przede wszystkim czystą konstrukcją skomponowaną z rozmaitych elementów, które dopiero pod pędzlem artysty stawały się koherentną rzeczywistością.

Robert Maciejuk, bez tytułu 2006 (malowane z pocztówki z reprodukcją obrazu
Robert Maciejuk, bez tytułu 2006 (malowane z pocztówki z reprodukcją obrazu "Hutte in Den Bergen" FuBgemalt von Ch. Pasche); Aleksandra Buczkowska, "Wenus", 2006, wideo, 4 min.; Agata Bogacka, "Uśmiechy / Smiles", 2007, akryl na płótnie

W drugiej sali malarstwa w tradycyjnym rozumieniu jest więcej. Obok prac Maciejuka znalazły się Uśmiechy Agaty Bogackiej i O śmierci sąsiada Zbigniewa Rogalskiego. Obrazy Bogackiej pomimo, a może właśnie dzięki minimalistycznej fomie, stanowią świadectwo, że zjawisko "stylu artysty", choć wielokrotnie poddawane krytyce jednak istnieje. Jest coś nieuchwytnego w abstrakcyjnych rysach śmiejących się (lub smutnych) twarzy, co nakazuje od razu przypisać je ręce tej właśnie artystki. Sposób operowania plamą jest jak próbka DNA - zdradza dawcę.

Agnieszka Żechowska oprowadza po wystawie
Agnieszka Żechowska oprowadza po wystawie

Wielopoziomową iluzję zaproponował Tomek Kozak. W filmie Song of Sublime odnajdujemy nie tylko nierzeczywiste widoki wykreowane w hollywoodzkich studiach filmowych z zero-jedynkowych ciągów, ale również sfalsyfikowaną narrację, którą tworzy artysta z ikonicznych odprysków. Wreszcie pojawiająca się w samym tytule pracy kategoria sublime, czyż nie kieruje naszych myśli ku wielkim sporom estetycznym XVIII i XIX wieku?

TWOŻYWO (Mariusz Libel, Krzysztof Sidorek), "To tłum", 2008, mural na fasadzie Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej
TWOŻYWO (Mariusz Libel, Krzysztof Sidorek), "To tłum", 2008, mural na fasadzie Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej

Ale iluzja - o czym nieustannie przypomina tytuł wystawy - jest także genezą ludzkiego cierpienia. W wideo Aleksandry Buczkowskiej postać umieszczona na tle fragmentu słynnych Narodzin Wenus Sandro Botticelliego bezskutecznie próbuje doścignąć nieosiągalny ideał. Stanowiące muzyczne uzupełnienie obrazu słowa piosenki Henryka Warsa Dla Ciebie chcę być białą brzmią jak smutny komentarz do rzeczywistości, która nabiera pięknych kształtów jedynie na obrazach. Podobny wydźwięk ma pojawiające się pod koniec filmu zdanie: Chociaż bardzo się starałam nawet nie udało mi się zgolić głowy. Czar pryska, iluzja znika i pozostaje codzienna rzeczywistość, w której wciąż odczywamy głód fantastyczności sztucznie wykreowanej w kolejnych obrazach (images).

Zbigniew Rogalski, "Skrzydło papugi", 2007 fot. Archiwum Galerii Bielskiej BWA
Zbigniew Rogalski, "Skrzydło papugi", 2007 fot. Archiwum Galerii Bielskiej BWA

Nie poddawajmy się jednak do końca tej iluzji i pozostając krytycznymi dostrzegajmy także słabe punkty wystawy. Takie jak praca Zbigniewa Rogalskiego Skrzydło papugi umieszczona z boku, źle wyeksponowana i oświetlona w sposób, który pozbawia ją magii, czy instalacja Aleksandry Polisiewicz sprawiająca wrażenie niedopracowanej w szczegółach iluzorycznej "studni", być może z powodu rzutowania na betonową, chropowatą posadzkę galerii. Pracę Doroty Buczkowskiej lepiej pominąć milczeniem. Pomimo tych niedociągnięć wystawa Iluzja jako źródło cierpień stanowi spójną opowieść o problemie, który dotyczy nas obecnie bardziej niż kiedykolwiek. Wystawa tematyczna zawsze niesie w sobie niebezpieczeństwo, że kuratorska idea przysłoni sensy zawarte w prezentowanych pracach. Tego niebezpieczeństwa - wcale nie iluzorycznego - udało się tym razem uniknąć.

Iluzja jako źródło cierpień, zwycięski projekt w piatej edycji konkursu Galerii Bielskiej BWA na scenariusz wystawy kuratorskiej prezentującej współczesne malarstwo polskie w cyklu "Bielska Jesień"; kuratorka: Agnieszka Żechowska; Galeria Bielska BWA, Bielsko-Biała, 3.10- 2.11.2008. www.galeriabielska.pl

Sesja poświęcona malarstwu współczesnemu - 30.10.2008 g. 12.

fot. Archiwum Galerii Bielskiej BWA i Marta Raczek