Odjazd na Cyterę, 9-10 sierpnia, Park Oliwski w Gdańsku


Kamila Wielebska prezentuje Odjazd na Cyterę.
9-10 sierpnia, Park Oliwski w Gdańsku

Jak przytaczają niektórzy, niemiecki filozof Hegel twierdził, że "Sztuka, rozważana w swym najwyższym powołaniu, jest i pozostaje dla nas sprawą przeszłości". Jak dodają inni, kolejny niemiecki myśliciel Karol Marks zauważył, iż "Rewolucyjna transformacja pożycza slogany i kostiumy przeszłości, aby organizować nowy historyczny porządek świata". Nieco wcześniej (i o wiele krócej) ujęła to zaś Izabella z Flemmingów Czartoryska, umieszczając nad wejściem do puławskiej Świątyni Sybilli następującą sentencję: "Przeszłość - przyszłości". Lecz dodajmy jeszcze za Adornem i Horkheimerem myśl bardzo ważną: "Nie w tym rzecz, by konserwować przeszłość, ale by nie zawieść przeszłych nadziei".

Cóż jednak stanowi ową "naszą" przeszłość? Czy możemy odwołać się wszyscy do jakiejś wspólnej historii rysującej się na mapie czasu jedną wyraźną linią?

Czy rokoko może stać się naszym antykiem? Pora na renesans rokoko?

Odjazd na Cyterę to oczywiście tytuł obrazu Jean-Antoine Watteau, namalowanego około 1717 roku i odzwierciedlającego świetnie wyczute marzenie tego czasu, aby wybrać się w podróż na ową cudowną Wyspę Miłości, święte miejsce Afrodyty/Wenus - jednej z niewielu mieszkanek antycznego Olimpu, którym rokoko składało hołd. Rokoko, "zaplątane" w podręcznikach gdzieś pomiędzy barokiem, oświeceniem i romantyzmem. Być może dlatego, że jest tak ulotne, efemeryczne, wymykające się wszelkim powierzchownym klasyfikacjom, tak surrealistyczne. Tak wieloznaczne, jak modne wówczas francuskie słowo esprit (finesse intelectuelle, humour, spirituel, brillant). Ornament rocaille ma sobie wdzięk egzotycznej muszli odnalezionej nagle pośród grzebieni morskich fal.

Odjazd na Cyterę stanie się jednak również całkiem nowym utworem, który wraz z zaproszonymi artystami wykonamy 9 i 10 sierpnia 2008 roku w Parku Oliwskim w Gdańsku. Zaaranżowana przez nas sytuacja będzie zaś częścią większego dwudniowego wydarzenia, organizowanego przez trójmiejskie Stowarzyszenie A KuKu Sztuka Parkowania, z którym to spróbuje stworzyć integralną całość. Czy uda nam się przyćmić imprezę jaką 26 lipca 1734 roku król August III Sas wydał tutaj z okazji imienin carycy Anny Iwanownej? Odjazd na Cyterę jest więc trwającą tylko dwa dni efemerydą. Czas jest jednak, jak wiadomo, pojęciem dość względnym... Jak zauważył rokokowy Beaumarchais, (zegarmistrz za zawodu, rewolucjonista z powołania i, jak powiadają, złodziej i iluzjonista): "Nie wiadomo czy świat potrwa trzy tygodnie".

*

Rokokowy park z rokokowym pałacem. Historia Parku Oliwskiego rozpoczęła się, gdy cystersi złożyli tu (prawdopodobnie na przełomie XII i XIII wieku) przyklasztorny ogródek, który miał zaopatrywać ich w warzywa i zioła. Jednak każdy ogród posiada sens o wiele głębszy, niż tylko wypełnienie czysto pragmatycznego celu, jakim jest zapewnienie pożywienia. To miejsce, które zawiera w sobie pewną tajemnicę, odwieczne marzenie. Twórcy ogrodów zawsze zdawali się mieć przed oczyma wizję mitycznego raju, tworzyli parki, poszukując utraconej pierwotnej rozkoszy. Na przestrzeni wieków Park Oliwski ulegał dalszym przeobrażeniom. Opactwo cysterskie przeżywało swoją świetność w latach 1740-1782, pod rządami Józefa Jacka Rybińskiego, fundatora wielkich organów w przylegającej do parku katedrze - a nie zapominajmy, że organy wywodzą swą genezę od starożytnego greckiego instrumentu - fletni Pana, czyli syrinx polykalamos, syrinks wielotrzcinowy...

Park Oliwski w Gdańsku, plan z 1792 roku znajdujący się w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku
Park Oliwski w Gdańsku, plan z 1792 roku znajdujący się w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku

Na temat historii, jak też i obecnego wyglądu tego 10-hektarowego parku (w pałacu znajduje się obecnie siedziba Muzeum Narodowego, Oddział Sztuki Współczesnej) można by napisać wiele, wykazując się przy okazji co chwila nie lada esprit. Powróćmy jednak do meritum sprawy, bo choć rokoko jest historycznym kontekstem tego miejsca, nie to jednak jest dla nas najważniejsze. Nie potrzebujemy żadnych racjonalnych uzasadnień. Rokoko to kaprys, taniec. Spełnienie pragnień. Nieoczekiwane spotkania, sekrety i niespodzianki. I nie chodzi tu również bynajmniej o rekonstrukcję dawno martwego już świata. Raczej o to, bu odkryć choć trochę, by odrobinę przeczuć, ile nieuchwytnego, nienazwanego rokoko czai się po cichu wokół.

It's the final countdown... (Europe)

Czy możemy przecenić wiek XVIII? Jak powiada Jean Starobinski: "[...] wiek XVIII wyziera zza wszystkich naszych dzisiejszych przedsięwzięć, zza wszystkich naszych problemów"1. Jak na tej mapie XVIII wieku rysuje się wyspa rokoko? Paradoksalna, kapryśna kraina oblewana zewsząd wodami wiary w ostateczną potęgę rozumu. Na dobre rusza wtedy machina encyklopedycznej racjonalizacji i utylitaryzacji świata, proces rozciągania nad nim władzy za pomocą zinstytucjonalizowanych dyskursów. Pisze o tym Foucault w kontekście mówienia o seksie i seksualnej przyjemności, które zostają wtedy podporządkowane, jak to nazywa ów myśliciel - policji seksualnej... "Policja seksualna: nie oznacza to narzucenia jakiejś prohibicji, lecz konieczność regulowania seksu za pomocą użytecznych i publicznych dyskursów"2. Nie tylko seks zresztą ulega wówczas takiej regulacji.

W tym jednak miejscu wplećmy na chwilę dość niespodziewany wątek polski, by oświeceniowemu projektowi francuskiej Encyklopedii przeciwstawić nasz krajowy wyrób - najpełniejszą i najdoskonalszą chyba realizację programu surrealizmu na ziemiach polskich, jaką możemy wyodrębnić w całej dotychczasowej historii sztuki - genialne i nie mające swego odpowiednika w sztuce europejskiej Nowe Ateny (pierwsze wydanie 1745-1746) xiędza Benedykta Chmielowskiego (http://univ.gda.pl/~literat/ateny/index.htm). Ach!

**

Władysław Tomkiewicz w swym popularnym opracowaniu Rokoko, w rozdziale poświęconym rzemiosłu artystycznemu pisze, że "[...] człowiek rokoka wypowiadał walkę formom zastanym", [...] "dążył do zmiany otoczenia"3. Zaryzykujmy stwierdzenie, że był to właśnie czas, kiedy nowe rodzące się idee poszukiwały dla siebie najodpowiedniejszych form - tych, które jeszcze się nie narodziły. Musiały więc w pewnej mierze korzystać z form archaicznych, historycznych, nie będących jednak już w stanie pomieścić owych nowych idei, pękających od nich w szwach i udających jeszcze trochę splendor dawnych czasów. Jest więc to czas przepoczwarzań, embrionalnego letargu, w którym słodki sen miesza się asymetrycznie z irracjonalnym lękiem, z obawą przed tym, co ma się narodzić. A jak dowiadujemy się od autorów Dialektyki oświecenia: "Oświecenie - rozumiane jako postęp myśli - zawsze dążyło do tego, by uwolnić człowieka od strachu i uczynić go panem. [...] Programem oświecenia było odczarowanie świata. Chciano rozbić mity i obalić urojenia za pomocą wiedzy"4. Wspomniana na samym początku prosta linia dziejów zaczyna jawić się raczej jako głęboka szczelina, otwierająca swe niepokojące wnętrze na styku płyt sejsmicznych "naszej" historii. Co się stanie jeśli do niej wpadniemy? Gdzie dolecimy spadając tak ciągle głową w dół? (Ciekawe, czy można by w ten sposób przelecieć przez ziemię i dostać się do Australii, tam, gdzie ludzie chodzą do góry nogami?... hym... ).

- Marianno... Marianno! Gdzie są moje rękawiczki, gdzie mój wachlarz? Spóźnię się! Księżna na pewno każe mnie ściąć!

Skąd bierze się owa XVIII-wieczna pasja, aby wszystko porządkować, klasyfikować, układać w gatunki, rodzaje, rasy, klasy, aby wyznaczać obowiązki, cele, zadania, aby zamykać w muzeach, gablotach, szkołach, barakach, aby ogrodzić wszystko drutem kolczastym odpowiedniego dyskursu? By nawet samą rozkosz nieświadomości poddać faszystowskim prawom obliczalnego rozumu.

Rokoko-po-rokoko, czyli powrót do ogrodu

Artyści, którzy na co dzień zajmują się głównie fotografią - Daniel Rumiancew i Patrycja Orzechowska opanowali teren Palmiarni, jedynego dostępnego dla potrzeb wystawy zadaszonego pomieszczenia. Jak przewidywał Addison w swych listach o Rozkoszach wyobraźni: "Przez wielkość rozumiem nie masę jakiegoś pojedynczego przedmiotu, lecz rozpiętość wszystkiego, co można objąć jednym spojrzeniem i uznać za jedną całość. Tak wygląda otwarte pole, rozległe nieuprawne pustkowie, masy piętrzących się bezładnie gór, skał i głębokich przepaści albo ogromne rozlewisko wód; uderza nas w takim widoku nie nowość czy uroda oglądanego przedmiotu, lecz surowy i pierwotny majestat tych zdumiewających tworów przyrody. Nasza wyobraźnia lubi roztapiać się w przedmiocie albo uczepić się tego, czego nie potrafi ogarnąć. Czujemy przyjemne zdumienie na widok ogromu, który wtrąca duszę w stan bezmiernego spokoju lub ekstazy... [...] Człowiek rozkoszuje się ogromem, doznając przy tym specyficznej "przyjemnej grozy" czy "strasznej radości": w obliczu dzikiej natury rodzi się estetyka nieskończoności [...]. Podziwiając nadzwyczajne widowiska natury, filozof sądzi, że odwraca się od sztuki i jej nazbyt ludzkiej retoryki. Ale pojawią się nowi artyści, którzy zapragną uciec od zużytych formułek i wzbudzić nieznane emocje [...]. Tworzy się nowy język estetyczny, nowy smak, który nada kształt temu, co wydawało się przerastać wszelkie słowa i nie mieścić się w żadnej formie"5.

Czy słowa te staną się bezpośrednią inspiracją dla działań Daniela Rumiancewa? Czy możliwe jest, aby przez pomyłkę trafiły one - wzięte za treść zwykłego zlecenia - w ręce jednego z robotników remontujących dom zapracowanego artysty?

Czy możemy mówić tu o jakimś konkretnym wzorze, od którego wychodzi artysta? Uwagi Addisona są na tyle mgliste i ogólne, że dają niezwykłą wręcz możliwość ewolucji w dowolnym prawie kierunku... Także w odróżnieniu od całych rzesz twórców praktykujących "zlecanie" swych konceptów rzemieślnikom, Rumiancew wyraźnie nie chce narzucać jakiejś egoistycznej, szczególnie dopracowanej wizji. Jego działanie jest raczej zachętą do swobodnego kształtowania się Nieoczekiwanego. Zdaje się on być eleganckim aranżatorem wykwintnej randki - nieoczekiwanego spotkania parasola i maszyny do szycia. Wymyka się więc równocześnie stworzeniu tu jakiegoś szczelnego systemu, powiązanego ściśle z większym, wszechogarniającym, totalnym systemem, który wyznacza role, zadania, rozdziela profity według funkcjonującego klucza. Wymyka się więc oświeceniu, bowiem zdaniem Adorna i Horkheimera: "Za byt i zdarzenie oświecenie z góry uznaje tylko to, co można ujednolicić; jego ideałem jest system, z którego wynika wszystko razem i każda rzecz z osobna"6.

Z formą mierzy się również Patrycja Orzechowska. Ona jednak posiada swój wzór, moduł wyjściowy. Stanowi on rodzaj praźródła, z którego, niczym odnogi rzeki, wychodzą różne odrębne interpretacje i dyskursy, różne historie. Sam moduł, jak to zwykle bywa, został jednak odcięty od tlenu, odgrodzony od świata za pomocą szklanej powierzchni, umuzealniony w przestrzeni będącej rodzajem dysponującej egzotycznym mikroklimatem szklarni - zahamowano jego wzrost. Istota modułu, jego przynależność "gatunkowa" pozostaje sprawą dość problematyczną: z pozoru martwy przedmiot, ulegający jednakże ciągłej transformacji, został potraktowany jako swego rodzaju objet trouvé, a tym samym - odcięty od życia, a następnie wystawiony jako jeden z eksponatów egzotycznej flory. Jeśli przyjrzymy mu się bliżej, od razu dostrzeżemy coś jeszcze - jest to moduł sam w sobie dość nietypowy, niespełniający właściwie podstawowych założeń modułu. Wystarczy spróbować rozpisać go na liczby. ("liczba stała się kanonem oświecenia"7). Podanie jego dokładnych wymiarów wydaje się niemożliwe lub może - musimy zrewidować wektory, do których się odwołujemy, zarówno katalogując dzieło sztuki, jak i kupując meble w pobliskiej IKEi, zrewidować wektory, za pomocą których nieustannie i bez większych rezultatów próbujemy opisać świat (a przecież chodzi o to, aby go zmieniać).

A gdyby Modulor dostał rozwolnienia?

Daniel Rumiancew i Patrycja Orzechowska zupełnie niezależnie od siebie podjęli zmagania z jakże ciekawym problemem bezforemności formy...

Jak twierdzą Ksenofanes, Montaigne, Hume, Feuerbach, Salomon Reinach, Max Horkheimer i Theodor W. Adorno: "Za podłoże mitu oświecenie uważało zawsze antropomorfizm, projekcję podmiotowości na przyrodę"8 i jak dodają już od siebie ci dwaj ostatni: "Zjawiska nadprzyrodzone, duchy i demony, to zwierciadlane wizerunki ludzi, którzy dają się straszyć naturze"9. Goya jest artystką pochodzącą z Holandii (rocznik 93'). Kompozycja rzeźbiarska, którą wykonała w przestrzeni parku (opieka artystyczna Grzegorz Sztwiertnia) jest próbą spojrzenia na pewne sprawy w odmienny sposób, próbą odwrócenia wartości i przywrócenia pozytywnych znaczeń tam, gdzie owe znaczenia zostały, nierzadko brutalnie, odebrane. Goya, rezydentka położonego w pobliżu parku ZOO, jest przedstawicielką gatunku Pan troglodytes (szympans zwyczajny), który w 1758 roku został zaklasyfikowany przez Karola Linneusza w pracy Systema Naturae do rodzaju Homo pod nazwą systematyczną Homo nocturnus, co oznacza "nocny człowiek". W 1775 jednak powstała inna klasyfikacja wprowadzona przez niejakiego Blumenbacha, a zaproponowana przez niego nazwa Pan troglodytes przyjęła się. Szympans to podobno najbardziej ekspresyjne ze zwierząt, oczywiście poza tak zwanym Homo Sapiens, zwierzęciem uznawanym obecnie za jedyny występujący gatunek z rodzaju człowiek (Homo) zamieszkujący całą Ziemię. Jak pisze Wolfgang Welsh w tekście zatytułowanym Estetyka zwierząt, w którym rozwija swój postulat zwrotu ku estetyce transludzkiej, estetyce która odstępuje od nowoczesnej reguły zbudowanej na formule stworzonej przez Diderota w słynnej Encyclopédie (1755), która zakładała, że wszystko musi być pojmowane jako wychodzące od człowieka i odnoszące się na powrót do człowieka: "Miast tego, winniśmy wyobrazić sobie człowieka w kontekście szerszym od ludzkiego, biorąc wzgląd, na przykład, na nasze miejsce w kosmicznym i naturalnym środowisku, bądź też na pierwotną więź ze światem, czy też na nieczłowiecze warstwy naszej egzystencji. Działając w tym duchu jest rzeczą naturalną zwrócenie się ku ewolucji i zadanie pytania, czy postawa estetyczna może nie być jedynie ludzką inicjatywą, czy nie wykształciła się przed pojawieniem się na ziemi ludzi, w toku przedludzkiej ewolucji, w królestwie zwierząt. Może estetyka ludzi rozwinęła się z estetyki zwierząt"10.

Możemy tutaj również przywołać zapomniany nieco gatunek Homo Ludens i ideę dowartościowania rokoka, w kierunku której uczynił krok w swej słynnej książce Johan Huizinga, podkreślając na samym jej wstępie, iż: "To, co odnosi się do twórczości, odnosi się także do zabawy: bardzo wiele zwierząt bawi się"11.

Goya, "Kiedy rozum śpi, budzą się upiory", Kaprys nr 43, 1799
Goya, "Kiedy rozum śpi, budzą się upiory", Kaprys nr 43, 1799

Udział Goi w tej wystawie to Kaprys, po włosku Capriccio - czyli dosłownie kozi skok, a w przenośni: zachcianka, wybryk, kaprys. Słowo to ma w odniesieniu do sztuki różne znaczenia i podając za Wikipedią naszą współczesną Encyclopédie: w muzyce, to w okresie baroku polifoniczny utwór instrumentalny, będący jedną ze wstępnych form fugi (Girolamo Frescobaldi, Johan Jakob Froberger, Georg Friedrich Haendel), zaś w XIX wieku krótki solowy utwór instrumentalny o charakterze improwizacji (Niccolo Paganini, Henryk Wieniawski, Johannes Brahms). Jeżeli chodzi o sztuki piękne (jak to nazwał je w 1747 roku Charles Batteux12), capriccio to przedstawienie artystyczne, głównie w rysunku, malarstwie i grafice, odbiegające od powszechnie przyjętych zasad kompozycji, ujmujące jakiś temat w sposób fantastyczny, humorystyczny lub karykaturalny (Jacques Callot, Francisco Goya), a także - weduta fantastyczna, kaprys architektoniczny. Capriccio to również tytuł ostatniej opery Richarda Straussa (1942). A jak powiada Władysław Tomkiewicz: "Ludzie rokoka, a zwłaszcza kobiety, wykształceni na Ars amandi Owidiusza, zmierzali ku wszystkiemu, co jest capricieux, w zastępstwie dawnego sérieux. Kapryśność kunsztowna, finezyjna, lecz wykoncypowana, występować będzie wszędzie: od ornamentu rocaille poczynając, a na suitach Scarlattiego kończąc"13.

Współpracujący z Goyą Grzegorz Sztwiertnia, jest również autorem instalacji dźwiękowej, za pomocą której postanowił przyjrzeć się bliżej problemowi prapoczątków gatunków, podejmując próbę zrewidowania języka. To praca, która "zagląda" w głąb czasu, aby spróbować wyłowić odpowiedzi na pytania dotyczące źródeł naszego świata. Singerie.

Niejeden błądzący w parkowym gąszczu wędrowiec natknie się na The Ranch. Film Wilhelma Sasnala może być odczytany jako opowieść o odległej krainie, legendarnym miejscu, które być może istnieje, a może i nie. Sam tytuł odsyła nas do XVIII-wiecznych poszukiwań złotego wieku i Arkadii, sytuowanych zazwyczaj na hipotetycznych mapach w okolicach wiejskich, gdzie żyjąc w zgodzie z naturą, skromnie i wykonując proste czynności, odnaleźć można utraconą niegdyś niewinność i jedność ze światem. To właśnie sielanka jest ową "formą, w którą może próbować wcielić się marzenie o wielkiej jedności. W cieszącym oko lub wzniosłym pejzażu pod "matczyną" opieką przyrody ludzie świętują swój związek z ziemią czy to pracą, która przypomina zabawę, czy to zabawą, w której muzyka i poezja są udziałem wszystkich. Pieśń, która wówczas rozbrzmiewa, jest hymnem na cześć człowieka, a zarazem świata, opiewa harmonię człowieka za światem"14.

Druga połowa XVIII wieku to oczywiście również czasy rewolucji amerykańskiej, która wyrosła z kiełkujących wówczas idei, zmian w sposobie życia i widzenia świata, a której rezultatem było oddzielenie się trzynastu kolonii północnoamerykańskich od Wielkiej Brytanii oraz ich przekształcenie w Stany Zjednoczone Ameryki ukoronowane zaprzysiężeniem Jerzego Waszyngtona w 1789 jako pierwszego prezydenta tego kraju.

Lecz gdzie jest ten kraj? Nie wiadomo. Pewien XVIII-wieczny jezuita mieszkający od ponad dwudziestu lat w Chinach wciąż poszukiwał legendarnego królestwa Kitaju.

Park od pewnego czasu obserwowany jest również przez czujne oko Roberta Kuśmirowskiego, który niczym medium próbuje przeniknąć wszystkie, przeszłe a także przyszłe, wydarzenia mające tu miejsce. Czas bowiem już dawno porzucił monotonię historycznej, liniowej chronologii, oddając się z rozkoszą w usługi, wypełniającej doskonały kształt kryształowej kuli, fuzji wydarzeń. Jednym z nich jest właśnie pojawienie się owego artysty, pozostawiającego po sobie ślad tajemniczej inskrypcji.

W parku zaznaczy swą obecność również Leon Dziemaszkiewicz. Które z wcieleń zaprezentuje tym razem? Czy będzie może paradował pośród parkowych alejek w jednej ze swych słynnych koron prawosławnego pop(a), pełen blasku i koloru, w złotych szpilkach i magicznej pelerynie dobrej wróżki? A może będzie raczej przypominał Divę Plavalagunę z rajskiego statku kosmicznego? Aktorkę z przedwojennego berlińskiego kabaretu, śpiewającą najnowsze przeboje Klausa Nomi? Będzie kobietą? Mężczyzną? Wojownikiem Królestwa Szambali? Zwierzęciem? Wielką, brokatową jaszczurką przemykającą po trawniku między drzewami? A może zwykłym facetem po czterdziestce, w wymiętym podkoszulku i starych szortach, który usiadł na chwilę ławkę dalej, aby przejrzeć "Dziennik Bałtycki"?

Jeden ze swych bestialskich tańców wykona Good Girl Killer...

Taniec: "W dobie rokoka zajmował on pozycję wybitną, w całej niemal kulturze artystycznej tego okresu był sztuką wiodącą, jak w baroku teatr, a w romantyzmie - poezja. [...] Taniec, zwłaszcza we Francji, stał się prawdziwą namiętnością towarzyską, której patronowała kobieta: kobieta rokokowa jest nawet w życiu codziennym tancerką; nie stawia kroków zwyczajnie, lecz biegnie niemal truchtem, w czym jej znakomicie pomagają pantofelki, niemal takie same, jakimi posługują się baleriny na scenie. Sekunduje kobiecie mężczyzna, który teraz ulega pewnej feminizacji, zachowuje się również jak tancerz, jego gesty towarzyskie pełne są wyszukanej gracji tanecznej, w buduarze zachowuje się jak na estradzie"15 (http://www.youtube.com/watch?v=7_IKcMl_a9A).

Odjazd na Cyterę to również fete galante w wykonaniu Tomasza Gwincińskiego i zaproszonych przez niego gości. Będą to specjalnie na tę okazję skomponowane, inspirowane rokokiem utwory współczesne, między innymi na flet, wiolonczelę, klawesyn, gitarę i laptopa.

Dopełnieniem wystawy będą dwa filmy pokazane w ramach Parkowania podczas wieczornych projekcji pod gołym niebem: Kraina traw (Tideland) (2005) Terry Gilliama, nakręcona na podstawie książki Mitcha Cullina pod tym samym tytułem - historia małej dziewczynki wiodącej dysputy z urwanymi głowami lalek Barbie - film, który pozwoli nam odkryć świat rodem z najlepszych koszmarów i najgorszych snów, świat bez granic. No, it's not just a dream... A także Rękopis znaleziony w Saragossie (1964) Wojciecha Jerzego Hasa, nakręcony na podstawie powieści rokokowego Jana Potockiego, francuskojęzycznego pisarza, podróżnika, pierwszego polskiego archeologa, ekscentryka, którego sposób życia porównywany był podobno przez współczesnych do przygód Markiza de Sade. Rękopis... to powieść "szkatułkowa", fantastyczno-filozoficzno-awanturnicza (lub też mówiąc w skrócie: surrealistyczna).

Cloudbusters

Istotną sprawą, jaka bez wątpienia łączy się z organizowanym przez nas przedsięwzięciem jest kwestia tak zwanej dobrej pogody. Któż może ją nam zapewnić? Czy my możemy zapewnić ją wszystkim tym, którzy w tych dniach postanowią nas odwiedzić? Bohater powieści Raymonda Roussela Locus Solus (1914), gospodarz tytułowego parku, który oprowadza po nim swych przyjaciół, do granic doskonałości doprowadził sztukę przepowiadania pogody. Jego park zapełniają różne niezwykłe, wręcz ekscentryczne wynalazki, maszyny, które sam gospodarz wymyślił i zaprojektował. Ich prezentacja na kartach książki, staje się właściwie jedynie pretekstem do snucia najbardziej niesamowitych, fantastycznych historii. Spadkobiercą jego idei wydaje się być w dużej mierze Wilhelm Reich. Nie mogę oprzeć się pokusie powiedzenia kilku słów o tej barwnej i nieco zapomnianej (choć w niektórych kręgach kultowej) postaci. Wilhelm Reich (1897-1957) był wizjonerem. W 1920 roku został członkiem Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego Zygmunta Freuda, jednak już w 1934 roku został z kręgów psychoanalitycznych wyrzucony. Następnie został też wykluczony z Niemieckiej Partii Komunistycznej. Jego idee nie zostały zaakceptowane ani przez freudystów, ani przez marksistów, ani przez freudysto-marksistów. Niektórzy twierdzą, że był anarchistą. Ponieważ był żydowskiego pochodzenia, w 1933 opuścił Niemcy i osiedlił się w Norwegii, a w 1939 roku udał się do USA. Tam prowadził dalej swoje badania, co wzbudziło w czujnych władzach nieufność. Zaczęto mu się "bliżej przyglądać", a w końcu został aresztowany przez agentów rządowych. Zmarł w 1957 roku w więzieniu, jak podano oficjalnie, na zawał serca. Jego dorobek polecono zaś zniszczyć.

Nad czym pracował Wilhelm Reich? Jego fundamentalnym odkryciem było odkrycie energii życiowej - orgonu, który przenika materię całego świata. Jednak zarówno w poszczególnych ciałach, jak i w atmosferze może dochodzić do zablokowania owej życiowej energii, uniemożliwiającego jej swobodny przepływ i prowadzącego do różnych bardzo groźnych następstw, tak różnych jak choroby organizmów, neurozy, zaburzenia psychiczne, degradacja środowiska naturalnego, wojny i faszyzm oraz wszelkie mniejsze i większe totalitaryzmy, które zawsze są usztywnioną, uwięzioną energią. Tak więc, jak widać zablokowanie swobodnego przepływu orgonu powoduje wiele zła. Natomiast w wolnych od zanieczyszczeń oceanach oraz atmosferze energia ta skrzy się żywym, błękitnym kolorem.

Najpiękniejszym kolorem na świecie jest kolor słonecznego nieba, 2008, fot. K. Wielebska
Najpiękniejszym kolorem na świecie jest kolor słonecznego nieba, 2008, fot. K. Wielebska

Badania nad orgonem były związane z badaniami, jaki Reich prowadził nad orgazmem i jego dobroczynną mocą. Podczas podniecenia rośnie w organizmie potencjał bioelektryczny, natomiast orgazm jest w stanie, jeśli potrafimy odpowiednio pokierować wyzwoloną przezeń energią, zdjąć z ciała i umysłu owe zabójcze blokady. Orgon jest ponad to przyciągany przez wodę, cofa się natomiast przed różnymi szkodliwymi zanieczyszczeniami wywoływanymi przez człowieka. Reich twierdził, że energię orgonalną można czerpać z atmosfery dzięki specjalnym, konstruowanym przez niego urządzeniom, akumulatorom, w których siedzący człowiek poddawany był uzdrawiającej terapii. Cloudbuster to w istocie bardzo proste urządzenie (składające się ze skośnie wycelowanych w niebo rurek, zanurzonych jednym końcem w ściągającej orgon wodzie), dzięki któremu można manipulować strumieniami energii orgonowej i wywoływać deszcz. Deszcz, dodajmy nienaturalnie powstrzymywany przez DOR (Deadly Orgone Radiation), czyli "dobry", żywy orgon zamieniony pod wpływem niszczycielskich czynników w martwą, nieruchomą formę. Przywracając swobodny obieg orgonu w przyrodzie, można "zazielenić" trapione suszą pustynie. Wilhelm Reich zdaje się więc być nie tylko wizjonerem-konstruktorem, ale i spadkobiercą wszystkich poszukiwaczy Arkadii, Zaginionej Atlantydy, Wyspy Skarbów, mitycznej Cytery, Krainy Miłości.

Odjazd na Cyterę. Przypomnijmy jeszcze jeden obraz innego XVIII-wiecznego twórcy. Jak powiada Starobinski: "Źródłem rozkoszy nie jest tu wysiłek woli, tylko przypadkowe spotkanie. Decydująca rola przypadku i zmysłowego niepokoju różni swawolne malarstwo rokoko od odziedziczonego po baroku dramatycznego patosu "wysokiego smaku" i malarstwa historycznego"16. Słynna Huśtawka (1767) Fragonarda opowiada o wielkiej potędze magii, która potrafi wyczarować naprawdę coś z dosłownie niczego, ze zwykłej i nietrwałej, szybko przemijającej chwili naszego równie ulotnego życia. Różowy bucik który, niczym dziwny fenomen zaobserwowany na niebie, unosi się pośród szmaragdowego oceanu, jest okrętem miłości, symbolem Niezwyciężonego Imperium Marzeń.

Fragonard, "Huśtawka", 1767
Fragonard, "Huśtawka", 1767

Renesansowi wizjonerzy rysowali śmiałe projekty latających machin (które, jak wierzą niektórzy, podobno znali już starożytni Egipcjanie), psychodeliczni rokokowcy (mieszkańcy zamorskiej planety rokoko) tworzyli sztuczne groty, pochmurni romantycy - ruiny. Surrealiści bez ogródek oddali prymat marzeniom. Marzenia zaś służą temu, aby to, co wydaje się z racjonalnego pozoru dalekie, wręcz nieosiągalne, mogło stać się naszą najprawdziwszą prawdą. Twórcy Parku Oliwskiego posłużyli się przemyślnym trikiem perspektywy, aby oddalone o około trzy kilometry morze mogło "rozlewać się" tuż za ogrodowym ogrodzeniem. Joanna Schopenhauer, matka znanego filozofa napisała kiedyś o Parku Oliwskim z emfazą: "Najpiękniejsze rokoko jakie w życiu widziałam." Złośliwi twierdzą, że autorka tych słów w rzeczywistości widziała niewiele więcej... Ale któż dba o rzeczywistość? Raymond Roussel w czasie egzotycznych podróży tygodniami nie opuszczał swej kabiny i pisząc zamknięty w niej, tworzył jedynie za pomocą własnej wyobraźni najbardziej fantastyczne światy. Oddajmy się w słodką niewolę marzeń! Najpiękniejszym kolorem na świecie jest kolor słonecznego nieba.

Shine on you crazy diamond

Oczywiście, idea Utopi jest również oświeceniową opowieścią... Ach, czyż mogłoby być inaczej? Póki nasze głowy trzymają się mocno na karkach, rozum zawsze będzie próbował wtrącić do wszystkiego swoje wyrachowane dobrze trzy grosze. Zaś jego upiory będą podobno wylęgać się nawet jeszcze przez kilka sekund po ścięciu.

Rokoko skończyło się 14 lipca 1789 roku, kiedy to wzburzony lud Paryża otworzył bramy Bastylii, aby wypuścić na wolność Donatiena-Alphonse'a-Françoisa Markiza de Sade.

Szalone lato!

Czujecie ten zapach? To zapach siarki. Szatańska sprawka? Nie, to po prostu zbiera się na burzę. Zwykłą lenią burzę. Niektórzy twierdzą, że Wielka Rewolucja Francuska była ostatnim rokokowym kaprysem.

Jak pisze Camille Paglia: "Praca de Sade'a jest totalną satyryczną krytyką Rousseau, napisaną dziesięć lat po pierwszym nieudanym eksperymencie w duchu Rousseau, rewolucji francuskiej, która nie skończyła się politycznym rajem, lecz piekłem Rządów Terroru"17. W innym miejscu zaś dodaje: "Rousseau otrzymuje okrutną odpowiedź od dekadenckiego markiza de Sade, który jedną nogą tkwi w oświeceniu, a drugą w romantyzmie"18 oraz - "Mnożenie, dodawanie, dzielenie: de Sade wypacza apolińską matematykę oświecenia. Głos nauczyciela: jeżeli sześciu służących spuszcza się osiem razy każdy, to ile służących trzeba, by...? [...] De Sade parodiuje apodyktyczny styl Diderota, badając, porównując, konkludując"19. A zdaje się również w jakiś zupełnie niesamowity sposób wyśmiewać tych wszystkich "żałosnych techników pożądania - psychoanalityków i semiotyków rejestrujący każdy znak i każdy symptom [...]"20, którzy mają się dopiero narodzić.

Watteau, "Odjazd na Cyterę", 1717
Watteau, "Odjazd na Cyterę", 1717

Uważajcie! Wszystko płynie. Co siedem lat zrzucamy swą skórę, aby wcielić w całkiem nowe ciało. Co pięć lat, jak radzą buddyjscy trenerzy, porzucamy nasze zajęcia, aby spróbować swych sił w zupełnie innej profesji. Czy zdążymy zjeść śniadanie na trawie zanim się na dobre rozpada? Stagnacja, to martwa energia. Krew krąży swobodnie pod skórą. Czujecie? Czujecie jej zapach? Wiatr zrywa się nieoczekiwanie. Czas rozwinąć żagle...

*

Ci zaś, których przepełnia lęk, niech powstaną od naszego prowizorycznego, ogrodowego stołu, niech wstaną i za Wolterem i innymi psychoanalitykami powtarzają chórem jak mantrę: "Niepokojące sny są faktycznie przejściowym szaleństwem. Niepokojące sny są faktycznie przejściowym szaleństwem. Niepokojące sny są faktycznie przejściowym szaleństwem. Niepokojące sny...".

**

Panie i Panowie! Proszę wsiadać, odjeżdżamy!

Kamila Wielebska

P.S. Na film Kraina traw zaprasza reżyser, Terry Gilliam: http://www.youtube.com/watch?v=aRcvDaw0WB4&feature=related

W Odjeździe na Cyterę biorą udział: Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, Good Girl Killer (Magda Jędra, Anna Steller), Goya, Tomasz Gwinciński, Robert Kuśmirowski, Patrycja Orzechowska, Daniel Rumiancew, Wilhelm Sasnal, Grzegorz Sztwiertnia; kuratorka Kamila Wielebska.

  1. 1. J. Starobinski, Wynalezienie wolności 1700-1789, tłum. M. Ochab, Gdańsk 2006, str. 8
  2. 2. M. Foucault, Historia seksualności, tłum. B. Banasiak i K. Matuszewski, Warszawa 2000, s. 29
  3. 3. Wł. Tomkiewicz, Rokoko, Warszawa 1988, str. 218
  4. 4. T. W. Adorno, M. Horkheimer, Pojęcie oświecenia [w:] tychże, Dialektyka oświecenia, tłum. M. Łukasiewicz, Warszawa 1994, str. 19
  5. 5. Cyt. za: J. Starobinski, op. cit., str.180
  6. 6. T. W. Adorno, M. Horkheimer, op. cit., s. 22
  7. 7. Ibidem, str.23
  8. 8. Ibidem, str. 22
  9. 9. Ibidem
  10. 10. W. Welsch, Estetyka zwierząt, [w:] tegoż, Estetyka poza estetyką, tłum. K. Guczalska, Kraków 2005, str. 171-172
  11. 11. J. Huizinga, Homo Ludens. Zabawa jako źródło kultury, tłum. M. Kurecka i W. Wirpsza, Warszawa 1985, str. 7
  12. 12. Por. Wł. Tatarkiewicz, Dzieje sześciu pojęć, Warszawa 1976, s. 31
  13. 13. Wł. Tomkiewicz, op. cit., s. 7
  14. 14. J. Starobinski, op. cit., s. 171
  15. 15. Wł. Tomkiewicz, op. cit., s. 250-251
  16. 16. J. Starobinski, op. cit., s. 83
  17. 17. C. Paglia, Seksualne persony. Sztuka i dekadencja od Neferetiti do Emily Dickinson, tłum. M. Kuźniak, M. Zapędowska, Poznań 2006, s. 2
  18. 18. Ibidem, s. 214
  19. 19. Ibidem, s. 223
  20. 20. Por. przedmowa M. Foucault do G. Deleuze, F. Guattari, Anti-Oedipus. Capitalism und Schizophrenia, tłum. na j. angielski R. Hurley, M. Seem, H. R. Lane, Londyn 2007, s. xiv; skorzystałam tu z tłum. E. Charkiewicz dostępnego na http://www.ekologiasztuka.pl/seminarium.foucault/readarticle.php?article_id=19