Melodramatyczne zabawy Guya Maddina z kamerą

KUBA MIKURDA, MICHAŁ OLESZCZYK, KINO WYKOLEJONE. ROZMOWY Z GUYEM MADDINEM, KORPORACJA HA!ART
KUBA MIKURDA, MICHAŁ OLESZCZYK, KINO WYKOLEJONE. ROZMOWY Z GUYEM MADDINEM, KORPORACJA HA!ART

Do tej pory Guy Maddin znany był wąskiemu gronu bywalców filmowych festiwali, a właściwie tego jednego, szczególnego festiwalu, jakim od dziewięciu już lat jest Międzynarodowy Festiwal Filmowy Era Nowe Horyzonty. W tym roku Roman Gutek postanowił urządzić wszystkim wyznawcom Maddinowej poetyki prawdziwą ucztę, na której jako gość honorowy pojawił się sam reżyser oraz jego przyjaciel i współpracownik, George Toles. Oprócz długo oczekiwanej retrospektywy i spotkania z twórcami, we wrocławskim BWA Design zaprezentowano instalację Jakuba Szczęsnego do filmu Tchórze przyklękają. Całości dopełniła premiera znakomitej książki Kuby Mikurdy i Michała Oleszczyka Kino wykolejone. Rozmowy z Guyem Maddinem wydanej w ramach Linii wizualnej przez Korporację ha!art przy współpracy z ENH.

Retrospektywa filmów Guya Maddina rozpoczęła się od uroczystego spotkania z reżyserem, który dał się poznać wrocławskiej publiczności jako czarujący, autoironiczny gawędziarz, artysta zdystansowany do siebie i własnej twórczości. Bardzo dobrze się stało, że filmy pokazane zostały w formie całościowego wydarzenia obejmującego nie tylko retrospektywę, ale także publikację i cykl spotkań, ponieważ oglądane pojedynczo na poszczególnych edycjach festiwalu nie tyle pozostawiały niedosyt, co dość mgliste pojęcie, czym właściwie to szalone i dziwaczne kino jest. Nie do przecenienia jest tutaj książka Mikurdy i Oleszczyka, stanowiąca swego rodzaju klucz do analizy kolejnych obrazów autora Mojego Winnipeg (2007).

 KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!
KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!

Na czym polega fenomen kanadyjskiego reżysera? Maddinowi udało się stworzyć oryginalny, wyrazisty język wypowiedzi artystycznej. Na pierwszym planie są to nawiązania do stylistyki kina lat dwudziestych i trzydziestych poprzedniego stulecia (moment udźwiękowienia kina), które to lata reżyser postrzega jako najpiękniejszy, ciągle nie do końca wyeksploatowany okres w historii rozwoju X Muzy. Maddin nieustannie uwodzi obrazem i doskonałą stylizacją. Oglądając krótkometrażówkę Serce świata (2000; nawiązanie do Aelity A. Protazanowa, 1924) naprawdę trudno jest uwierzyć, że powstała ona zaledwie kilka lat temu. O filmach Maddina mówi się żartobliwie, że wyglądają jak zmontowane ścinki taśm filmów z lat trzydziestych. I choć zdarza mu się kręcić w filmy w technikolorze, to zawsze jest to swoisty eksperyment formalno-gatunkowy. Przy każdym kolejnym filmie Maddin sięga do zaskakujących gatunków, które zdawałoby się na zawsze odeszły do lamusa, jak w przypadku Ostrożnie! (1992; niemiecki film górski), Drakula. Kartki z pamiętnika dziewicy (2001; niemy balet) czy Piętna na umyśle (2006; młodzieżowa powieść detektywistyczna).

Guy Maddin jest absolutnie szczery w tym, co robi. Jak czytamy w Kinie wykolejonym, nie wierzy w kino, które staje w szranki z rzeczywistością, bo gdyby odniesienia do realnego świata przyjąć za najważniejszą miarę sztuki filmowej, to najlepsze obrazy powstawałyby przy pomocy kamer przemysłowych. Uczciwie przyznaje, że nie stara się budować skomplikowanych konfiguracji alegorii, symboli i odwołań. Jak twierdzi, zabiegi te na dłuższą metę nie mają sensu, bo co zostanie z filmu, jak już wszystkie je odszyfrujemy. Choć twórczość Maddina mocno osadzona jest w tradycji kina europejskiego, zwłaszcza z początków poprzedniego stulecia, to często jest to tylko pretekst, figura stylistyczna prowadząca do wspomnień wydobytych z odległych zakamarków pamięci samego reżysera.

Maddin uprawia rodzaj kina autobiograficznego, silnie emocjonalnego. Niektóre z jego filmów zdają się być przepracowywaną na naszych oczach traumą, mglistymi wspomnieniami czy fragmentami marzeń sennych. Często pojawia się figura matki - władczyni (salonu piękności) sprawującej kontrolę, nieobecnego/zajętego ojca, brata, ciotek, kochanek i całego jego Winnipeg, łącznie z tymi, którzy już odeszli z tego świata. Maddin operuje zbiorem pewnych obrazów-pojęć, które powtarzane w przeróżnych konfiguracjach obsesyjnie wracają, dając widzowi poczucie ciągłości, a oglądając je kolejno, czujemy się tak, jakbyśmy znali się z Maddinem od dawna. Autorefleksja często miesza się tu z nieskrępowaną radością dzielenia się własnymi fascynacjami i obsesjami, zarówno z zakresu literatury (ogromnie inspirujący dla Maddina okazał się Bruno Schulz), kinematografii, jak i psychologii czy filozofii.

KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!
KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!

Jednym z ulubionych zjawisk, do których sięga kanadyjski artysta, jest melodramat (tu: eksperymentalny), którego jest zresztą znawcą i koneserem. Jak twierdzi Maddin, tylko melodramat pozwala na głębokie i bezgraniczne zanurzenie się w czystych emocjach, wtedy niczym w snach wyzwolone są one z opresyjnych kleszczy kultury. Właśnie dzięki poetyce kiczu i kampu udaje się zawrzeć w filmie ekstrakt prawdziwej emocji (s. 61). Tak, jak wszystko smakuje mniej więcej jak kurczak, tak każdy film jest mniej lub bardziej melodramatyczny - przy różnych okazjach powtarza reżyser. Co więcej, Maddin przeplata owo melodramatyczne uniesienie z czarnym, absurdalnym humorem. W momencie, kiedy naprawdę zaczynamy wierzyć w niemiecki film górski, jego bohaterowie wypowiadają kwestię tak absurdalną, że całe dramaturgiczne napięcie w jednej chwili znika (Ostrożnie!). Surrealistyczny humor dawkowany w małych, aczkolwiek regularnych porcjach, jak osławione szklane nogi baronowej wypełnione piwem (Najsmutniejsza muzyka świata, 2003), pozwala Maddinowi na trzymanie się konwencji kina pierwszej połowy XX wieku bez udawania, że kinem tym właśnie jest. Urok filmów Maddina polega między innymi na tym, że można je oglądać na wielu poziomach, a pierwszy, który od razu rozpoznajemy, jest zanurzony w grotesce i absurdzie. Kolejne nawiązują do kina z początków jego istnienia oraz estetyki melodramatu z całym zestawem klasycznych elementów: trójkątów miłosnych, amputacji kończyn, amnezji. I choć może brzmi to nieznośnie awangardowo, powyższe połączenie stanowi nadzwyczaj udany projekt estetyczny.

Niezwykle trudno jest rozstrzygnąć, czym tak naprawdę kino Guya Maddina jest, a wszystkich zafascynowanych jego poetyką odsyłam do znakomitej książki Kuby Mikurdy i Michała Oleszczyka Kino wykolejone. Co ciekawe, sami autorzy w formie krótkich esejów, prezentują dwa odmienne, choć równie interesujące poglądy, na to, co kryje się pod kazirodczymi trójkątami, policzkującymi się marynarzami, odciętymi członkami. Tak rozpoczyna się książka będąca wyborem wielogodzinnych rozmów, jakie Mikurda i Oleszczyk w lutym tego roku przeprowadzili z Guyem Maddinem, odwiedzając go w jego rodzinnym Winnipeg.

KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!
KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!

Rozmowa rzeka nad kinem wykolejonym
Kino wykolejone stanowić może zarówno uzupełnienie do filmów, jak i samodzielną pozycję dla tych, którzy dopiero poznają twórcę Najsmutniejszej muzyki świata. Wspaniale wydana, jak na książkę o sztuce przystało, bogata w ilustracje, kadry z filmów, fotosy, a nawet storyboardy czy notatki z planu, została starannie dopracowana także pod względem edytorskim.
W swojej książce Mikurda i Oleszczyk prowadzą czytelnika przez kolejne filmy Guya Maddina, jemu samemu oddając głos. Poznajemy autora Piętna na umyśle jako świetnego opowiadacza, cynika, mistrza improwizacji. Ale także jako współczesnego humanistę, konesera filmu i dobrej literatury. Jak wyznali sami autorzy, książka miała być swego rodzaju wizualnym słownikiem, zbiorem pojęć, obrazów-kluczy do kinematografii reżysera z Winnipeg. Jednak w trakcie zbierania materiałów, zdecydowali się ruszyć w podróż do odległej Kanady na spotkanie z reżyserem.

Dzięki temu, że książka została pomyślana jako skatalogowany zbiór rozmów, autorom udało się uniknąć dryfowania pośród zawiłej filmoznawczej terminologii. Przejrzysta struktura, żywy język, a także częste dygresje poza filmową materię sprawiają, że książka, nawet tym wszystkim laikom, dla których szerokość taśmy filmowej nie ma większego znaczenia, sprawi dużą przyjemność. Zresztą postać reżysera jest równie barwna, jak jego filmy, a opowieści o okolicznościach ich powstawania, nieskończonym uwielbieniu do kina, nowej, kanadyjskiej mitologii pozwalają na kompletne zanurzenie się w Maddinowy „wykolejony" świat.

Filmy Guya Maddina sprawiają wrażenie na poły amatorskich zabaw z kamerą. I rzeczywiście, jak czytamy w pracy polskich filmoznawców, są to najczęściej projekty powstające w ogrodzie, domu i garażu reżysera, przy pomocy skromnych środków oraz aktorskiemu wsparciu rodziny i przyjaciół. Mimo to, za każdym razem udaje się stworzyć niepowtarzalny klimat radzieckich produkcji propagandowych czy nawiedzonego szpitala psychiatrycznego. Maddin jest przy tym rozbrajająco szczery, kiedy opowiada, że rozmyślnie nie czyści obiektywu kamery, bo dzięki zabrudzeniom, kurzowi i paprochom osiąga efekt starych taśm filmowych. Taki właśnie jest hokejowy noir Tchórze przyklękają (2003) - ciemny, pokryty warstwą patyny i bardzo osobisty.

KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!
KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE

Hokejowy noir
Sam film jest oniryczno-psychodeliczną autobiografią Guya Maddina, co już w pierwszych minutach filmu sugeruje autor, obdarzając głównego bohatera własnym imieniem i nazwiskiem. Akcja rozgrywa się w legendarnym Winnipeg, pomiędzy dwoma przeciwstawnymi przestrzeniami, jednej właściwej kobietom - salon fryzjerski i drugiej zmaskulinizowanej - lodowisko, szatnia i krążąca pomiędzy nimi drużyna hokeja na lodzie. Ta czarna autobiografia pomyślana została jako dziesięć mikro-opowieści, które można oglądać oddzielnie albo kolejno, jedna po drugiej. Śledząc je w porządku fabularnym, otrzymujemy niemy kryminał w stylu lat czterdziestych. Materiał do filmu powstał z myślą o przestrzeni galeryjnej. Po nieudanej próbie pokazania go w formie instalacji na festiwalu filmowym w Rotterdamie, trafił na duży ekran. Choć instalacja Na kolana, tchórze! w dużej części jest dziełem samego Guya Maddina, to właśnie Jakub Szczęsny odnalazł dla niej ostateczną formę i kształt. Ta autobiograficzna spowiedź wieku męskiego zamknięta została w dziesięciu drewnianych kabinach, maleńkich jednoosobowych salach kinowych, co jeszcze bardziej wzmacnia konfesyjny charakter filmu.

Nawiązując do filmowych tchórzy, Szczęsny zaprojektował małe kryjówki, niczym porno-kabiny wyzywające, bezkarne i okrutnie tymczasowe. W zaciemnionych wnętrzach BWA Design wyglądały jak stoły w ogromnym salonie, pod którymi czają się dzieci skrywając swoje małe tajemnice. I choć w ten sposób instalację może oglądać jednocześnie zaledwie dziesięć osób, to Szczęsnemu świetnie udało się uchwycić retro-estetykę i klimat filmów Maddina podszytych erotycznym dreszczem.

Zarówno film, jak i drewniane konstrukcje Szczęsnego wciągają widza w perwersyjne układy, pozostawiając go sam na sam z odciętymi, niebieskimi dłońmi, kazirodczym pożądaniem, homoseksualną fascynacją. Pikanterii spod znaku wojeryzmu dodaje fakt, że te mebelki-trumienki zostały zaopatrzone w nieodłączny atrybut tchórzy, dziurki od klucza. Konstrukcje, choć do końca nie wiadomo, czy jest to efekt zamierzony, sprawiają wrażenie już trochę zużytych. Nietrwałe budki chwieją się na chudych nogach, sugerując, że zostały już nieraz eksploatowane przez amatora-pornografa, podglądacza, a może tchórza takiego samego, jak my. Ogromna szkoda, że instalacja Na kolana, tchórze! nie do końca przemyślana została od strony technicznej. Wiele osób bezradnie krążyło po galerii szukając jakichkolwiek wskazówek, co do kolejności oglądanych obrazów. Bo i owszem, autorzy instalacji pozostawili widzom wolność wyboru kolejności oglądanych scen, ale co jeśli ktoś zapragnął oglądać Tchórzy w porządku fabularnym? Jak się w końcu okazało kabiny zostały ponumerowane, jednak większość osób po prostu nie zauważyła numerków poprzyklejanych na podłodze galerii, w której panował przecież mrok. Wielu zniecierpliwionych niemożnością ogarnięcia całości instalacji widzów wychodziło rzeczywiście jako podglądacze skazani na fragmentaryczny, powierzchowny zaledwie ogląd prac Szczęsnego i Maddina.

„Film do podglądania", jak nazywają Tchórze przyklękają Mikurda i Oleszczyk, jest jednym z bardziej śmiałych dzieł Maddina. Stanowi przejmującą i dezorientującą na pierwszy rzut oka kompilację onirycznych stanów, podświadomych pragnień, marzeń erotycznych, fragmentów wspomnień z dzieciństwa połączonych zarówno motywem pożądania, jak i kontrolowania, które niczym leitmotiv powracają w całej kinematografii Guya Maddina. Dobrym przykładem nagromadzenia charakterystycznych dla Maddina tropów poetyckich jest tutaj nakręcone trzy lata później Piętno na umyśle (2006), które podczas tegorocznej edycji festiwalu także zaprezentowane zostało w wyjątkowych okolicznościach, z narratorem, grupą naśladowców dźwięków oraz ilustracją muzyczną na żywo.

Pośród fali uwielbienia i zachwytu rozlewającej się po spotkaniu z Maddinem i jego twórczością pozostaje mi tylko dołączyć do grona wielbicieli reżysera z Winnipeg i z niecierpliwością wyczekiwać, aż w końcu na polskim rynku pojawią się wydania Piętna na umyśle, Ostrożnie! czy Opowieści ze szpitala w Gimli (1988) na DVD, a może nawet i całej filmografii Guya Maddina...

Kuba Mikurda, Michał Oleszczyk, Kino wykolejone. Rozmowy z Guyem Maddinem, Korporacja Ha!art, Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, Kraków 2009.

Kuba Szczęsny, Na kolana, tchórze! - instalacja do projekcji filmu Guya Maddina Tchórze przyklękają, BWA Design, Wrocław 17.07-22.08.2009; kuratorzy: Katarzyna Roj, Kuba Mikurda

KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!
KUBA SZCZĘSNY, NA KOLANA, TCHÓRZE!