W sprawie rzekomej „cenzury” w „Obiegu”

Z Ewą Majewską współpracowaliśmy od momentu reaktywacji „Obiegu" w 2004 roku, pisała dla nas teksty, współpracowała z Aleką Polis w ramach Syren TV, pisała do „Artmixa", pomagała nam w redakcji zwracając uwagę na godne uwagi wydarzenia i zjawiska, polecając autorów/autorki. Opublikowany na stronach „Indeksu73" Donos Majewskiej na „Obieg" (jak głosi tytuł maila z „Indeksu73") odsłania kulisy zerwania współpracy, ale czyni to w sposób jednostronny i domaga się uzupełnienia o interpretację zdarzeń z punktu widzenia redakcji.

Najpoważniejszy w tekście Ewy Majewskiej jest zarzut cenzury, który brzmi szczególnie groźnie na portalu „Indeks73" specjalizującym się w tropieniu zagrożenia wolności słowa, i to w momencie gdy dyskutowane jest zwolnienie z pracy Ryszarda Ziarkiewicza i paranoiczne historie wokół Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Umieszczenie kwestii „cenzury w Obiegu" w takim towarzystwie robi faktycznie spore wrażenie. Tylko o jaką cenzurę chodzi? Tekst Ewy Majewskiej, wokół którego powstał konflikt jest od dwóch tygodni dostępny w pełnej krasie na stronie „Obiegu" w dziale „Artmix" pod adresem: http://www.obieg.pl/artmix/14370. Mieliśmy konflikt, przerwaliśmy współpracę, ale nie znaczy to, że zabraniamy takiej współpracy innym redaktorom z nami współpracującymi. Redagowany przez Izabelę Kowalczyk i Edytę Zierkiewcz „Artmix" cieszy się pełną autonomią, którą „Obieg" jako otwarta platforma wypowiedzi gwarantował redaktorkom od początku i tę autonomię - zwłaszcza w sytuacji konfliktu z jedną ze współpracowniczek - respektujemy. Niemniej, gdybyśmy mieli zapędy cenzorskie - jak sugeruje autorka Donosu - tekst można byłoby zdjąć jednym ruchem ręki, ale nie, tekst jest opublikowany i będzie dostępny w archiwum „Obiegu" dopóki będzie istniało pismo. Dlaczego? Bo uważamy, że to tekst cenny merytorycznie (co po wielokroć powtarzaliśmy autorce) i nawet przez chwilę nie przeszło nam przez myśl by go zdejmować i cenzurować (no może przemknęło to przez rozgrzany emocjami umysł Jakuba Banasiaka, który wszedł w konflikt z Ewą Majewską, ale zaraz wybiliśmy mu to z głowy). Teraz kilka słów o konflikcie, którego ostatnią odsłoną jest Donos Majewskiej na „Obieg". Do tej pory biję się w piersi, że zajęty innymi sprawami do tego konfliktu jako redaktor naczelny „Obiegu" dopuściłem, ale stało się. Ewę Majewską znam niemal od dekady, jeszcze z czasów studiów, Kubę Banasiaka nieco krócej, ale za to intensywnie. W tym sporze opowiedziałem się po stronie Banasiaka, dlaczego?

W wakacje tekst Ewy Majewskiej wpłynął do redakcji. Początkowo miała redagować go Ewa Tatar, ale z racji obłożenia innymi obowiązkami tekst trafił do mnie, gdzie po wstępnej lekturze utknął w najlepsze. Nie wynikało to ze złej woli, tylko z prozaicznego braku czasu (praca nad Schizmą okazała się z wielu względów bardziej absorbująca niż przewidywałem). Tekst zatem trafił do Kuby Banasiaka, zawsze zwartego i gotowego zmierzyć się z wyzwaniami redaktora. Entuzjazm z jakim Kuba przystąpił do redakcji szybko zamienił się w kwestionowanie wartości merytorycznej tekstu, czyli typową dla „Krytykanta" rozgrzewkę do polemiki. Tym razem z Ewą Majewską. Sprawa gęstniała z każdym mailem, a było ich sporo. Tu popełniłem kolejny błąd, bo nie uciąłem sprawy na czas i w ten sposób kwestie merytoryczne szybko przełożyły się na różnice światopoglądowe, co w połączeniu z temperamentem Ewy Majewskiej i Kuby Banasiaka doprowadziło do eskalacji konfliktu. Błędy były po obu stronach (każdy kto zna Ewę i Kubę choć trochę może się domyślać, o czym mowa), ale Ewa Majewska - ku mojemu zaskoczeniu - zaczęła część maili kierować już nie do Kuby i redakcji, a jedynie do redakcji, adresowanych do mnie, zaznaczając, że robi to celowo. W tych mailach nie tylko dawała upust swoim emocjom i dezawuowała argumenty potencjalnego polemisty, ale sugerowała między innymi wyrzucenie go z redakcji. To było działanie na rozbicie redakcji, dlatego maile z odpowiedziami do Ewy adresowałem również do Kuby jako osoby zainteresowanej tematem, nie zgadzając się tym samym na formę współpracy proponowaną przez Ewę Majewską. Mówiąc wprost, klimat donosu to nie jest klimat jaki chciałbym mieć na co dzień w pracy. Zdecydowałem się przeciąć dość brutalnie całą tę akcję kończąc współpracę z Ewą Majewską - zaznaczając, że nie chodzi o kwestie merytoryczne tylko o sposób działania w tej sprawie. W historii „Obiegu" zdarzały się już wielokrotnie sytuacje donoszenia przełożonym a to na złą recenzję (lub brak dobrej), a to na zbyt niską pozycję w rankingu, a to na sugestie redaktorów by tekst skrócić (dla co bardziej wrażliwych autorów to również oznacza „zapędy cenzorskie"). W wypadkach donosów kończyliśmy współprace, gdyż kredyt zaufania na linii autor/redakcja spadał po przesłaniu nam do wglądu jednego czy drugiego donosu do poziomu zero. Po prostu odechciewa się pracować. Tak też stało się - z całym szacunkiem dla wiedzy i umiejętności - w wypadku Ewy Majewskiej. Przyznam, że nie sądziłem, że osoba tego formatu (nawet w konfrontacji z dyżurnym krytykantem i konserwatystą polskiej sceny artystycznej) może sięgać po metody niskie. Delikatną próbkę stylu z wewnętrznej - jak mogło się wydawać - korespondencji redakcyjnej z Ewą Majewską znajdą Państwo w Donosie na stronie „Indeksu73". Szkoda słów, ale „jazda po bandzie" trwa. Przykro mi, że Ewa Majewska ustawia całość tak jednostronnie. Pisanie o moich autentycznych przeprosinach jako próbie „ratowania własnej osoby" (ratowania przed czym?) świadczy o postawie autorki Donosu. Na maila z przeprosinami Majewska zresztą nawet nie odpisała, za to w nagłówku reklamującym jej tekst w „Indeksie73" czytamy „Jak działa cenzura w Obiegu? Po męsku i bez pardonu"...

Nie zgadzam się też na insynuowanie, że „Obieg" to prywatne pismo Jakuba Banasiaka, założyciela Stowarzyszenia 40 000 Malarzy. Stowarzyszenie działa na takich samych zasadach jakie obowiązują wszystkie NGO-sy i nie fair jest używanie takiej retoryki przez osobę ze środowisk pozarządowych. Argument o pieniądzach podatników zdumiewa w ustach Ewy Majewskiej. Takich „rozliczeń" zwykle domagali się przeciwnicy sztuki współczesnej atakujący instytucje publiczne. Tymczasem stowarzyszenie - o czym Ewa Majewska wie od dawna, bo sprawa również jej dotyczy - zostało powołane by radzić sobie w czasach kryzysu i pozyskiwać pieniądze na bieżącą działalność „Obiegu". Ministerstwo obcięło dotkliwie budżet Zamku Ujazdowskiego, wydawcy „Obiegu", co sprawiło, że umowy o dzieło naszych autorów i redaktorów od miesięcy nie mogą być zapłacone. Także umowy Ewy Majewskiej, o których płatność autorka regularnie się dopominała. Stowarzyszenie może - inaczej niż Zamek Ujazdowski - pozyskiwać w przyszłości granty i dysponować pieniędzmi z reklam, które przeznacza tylko i wyłącznie na honoraria autorów „Obiegu". Podważanie przez jedną ze współpracowniczek sensu prób rozwijania magazynu jest dla mnie karykaturą współpracy.

Sugerowanie, że za naszym rozstaniem stoi polityka instytucji publicznej jaką jest Zamek Ujazdowski również jest nieporozumieniem. W każdej instytucji - prywatnej, publicznej, o trzecim sektorze nie wspominając - tworzony jest zespół pracowników i współpracowników. Także w „Obiegu". W redakcji mamy chyba najszerszy od strony światopoglądowej i jednocześnie najtrudniejszy od strony charakterologicznej kolektyw redakcyjny. To nas raczej inspiruje, a nie przeszkadza w pracy. Niechęć do kontynuowania współpracy z Ewą Majewską - podkreślę to jeszcze raz - nie wynika z oceny merytorycznej, lecz - jak się okazało - jej zbyt trudnego charakteru. Czy to jest „cenzura"? Chyba jednak nie - o czym zwłaszcza „Indeks73" powinien pamiętać. Z pewnością dla Ewy Majewskiej wygodniej jest kreować się na „cenzurowaną aktywistkę" niż uchodzić za pieniaczkę i donosicielkę, która raczej eskaluje napięcie niż zmierza do ugody. Szczególnej ostrożności i uwagi wymaga skojarzenie Donosu na „Obieg" ze sprawami ważnymi dla całego środowiska, czyli kwestią transparencji przy wyborze dyrekcji Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, czy sprawą zwolnienia Ryszarda Ziarkiewicza z pracy. W obie historie zaangażowała się również redakcja „Obiegu", czy to publikując list z podpisami w sprawie Muzeum, czy to nagłaśniając sprawę i wspierając Ryszarda Ziarkiewicza. Donos Majewskiej sprawia, że to wszystko wydaje się razem dziwnie i pokrętnie zmieszane. Personalne rozgrywki artykułowane w kiepskim stylu łączą się ze sprawami pierwszorzędnej wagi. Jestem przekonany, że Donos osłabia to, co ważne i ośmiesza na poziomie merytorycznym, ideowym, jak i językowym. Reforma instytucji publicznych, o którą woła „Indeks73" staje się już na samym początku swoją własną parodią.

Pierwszy raz zdarzyło nam się zakończyć współpracę z tak ważną dla nas osobą jak Ewa Majewska. To sprawa bolesna dla redakcji, bo nie co dzień trafia się na taką autorkę. Dlatego jeszcze raz napiszę to, co Ewie napisałem w mailu „post factum": jest mi autentycznie przykro i przepraszam za błędy popełnione przez redakcję. Jednocześnie dodam: Twój Donos na „Obieg" utwierdził mnie w przekonaniu, że nasze drogi rozeszły się na dobre.

Adam Mazur

PS. Uderz w stół, nożyce się odezwą. Piotr Bernatowicz chwilę po opublikowaniu Donosu w „Indeksie73" przystępuje do akcji, wzywa „podejrzanych" redaktorów do tablicy. Mocno naciągane jest łączenie przez „Arteon" historii wystawy Rafała Jakubowicza z osobistym tekstem Majewskiej. Piotr Bernatowicz zna przecież Rafała Jakubowicza i musiał wiedzieć, że skontaktowaliśmy się z nim jako redakcja jak tylko cała sprawa ze zdjęciem wystawy z programu Galerii Wejście wyszła na jaw. Wspólnie z artystą, który był zainteresowany zdaniem relacji z tego, co się wydarzyło także na łamach „Obiegu" uznaliśmy, że jednak nie ścigamy się z „Arteonem" i Piotrem Bernatowiczem, który przeprowadził wyczerpującą rozmowę z artystą jako pierwszy i tylko czekał na wydrukowanie numeru. Oczywiście, mogliśmy naciskać i opublikować w sieci „nasz" materiał jako pierwsi, ale byłoby to nie fair i stawiało w kłopotliwej sytuacji artystę, któremu wsparcia udzielił „powolniej działający", drukowany „Arteon", czyniąc ze sprawy wydarzenie numeru.

W tym temacie czytaj także:
Ewa Majewska, Jak działa cenzura w Obiegu? Po męsku i bez pardonu
Ewa Majewska, Ponowoczesna kontrola w społeczeństwie obrazu. Na marginesie wystawy Jacqueline Livingston
Piotr Bernatowicz, OBIEG CENZURUJE?